013 – Twój e-sklep w wizytówkach Google – Przemysław Sienkiewicz

Wizytówki Google (chociaż po tym odcinku lepiej powiedzieć profile Google My Business) to dla użytkowników często bardzo ważne źródło wiedzy o Twojej firmie. Zdecydowanie warto pokazać im się w tym miejscu z jak najlepszej strony.

Jak wykorzystać potencjał tego, co możemy tam ustawić? No i czy w ogóle warto, mając sklep internetowy?

Żeby odpowiedzieć na te pytania, do trzynastego odcinka zaprosiłem Przemka Sienkiewicza z agencji Greenfields. Poprosiłem go też o to, żeby zdradził kilka dobrych praktyk uzupełniania profilu. Z naszej rozmowy dowiesz się między innymi:

  • czy posiadacze sklepów internetowych zyskają na uzupełnionym profilu Google My Business,
  • na co zwrócić szczególną uwagę,
  • jak podejść do negatywnych opinii,
  • jakie statystyki można mierzyć?

Poza tym Przemek opisał kilka praktycznych przykładów z życia swoich klientów.

Listen to „013 – Twój e-sklep w wizytówkach Google – Przemysław Sienkiewicz” on Spreaker.

Dodatkowe materiały

Żeby jeszcze lepiej zarządzać swoim profilem Google My Business, zobacz koniecznie:

  1. Blog Greenfields, na którym znajdziesz dodatkową wiedzę
    https://gfields.pl/blog/
  2. Narzędzie Local Viking, które pomaga w zarządzaniu profilem
    https://localviking.com/

Jeśli chcesz pozostać z Przemkiem w kontakcie:


Materiał bonusowy

Przemek i Greenfields przygotowali specjalny bonus.

10 pierwszy osób, które zgłoszą się do Greenfields po odsłuchaniu odcinka, otrzyma za darmo audyt swoich profili w Google My Business. Pamiętaj, żeby powołać się na „Sztukę e-Commerce”!


Transkrypcja odcinka

Osobiście z mapy korzystam praktycznie codziennie. Czasami, żeby sprawdzić, jak dojechać, ale o wiele częściej, żeby sprawdzić, jak szybko tam będę i o której muszę wyjść z pracy. Myślę, że nie tylko ja tak mam. Pewnie będąc w nowym mieście, też wpisujesz często „sklep spożywczy” albo „restauracja” i patrzysz, co jest najbliżej lub co jest w ogóle otwarte. Czytasz opinie innych i na tej podstawie dokonujesz oceny, czy w ogóle warto się tam wybierać.

To pokazuje, że potencjał map jest bardzo duży, a moje zboczenie zawodowe automatycznie zmusiło mnie do zadania sobie pytania „czy sklep internetowy też można tak promować?”. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, zaprosiłem do tego odcinka Przemka Sienkiewicza, właściciela agencji Greenfields. Przemek specjalizuje się w pozycjonowaniu wizytówek Google i ma w tym obszarze wieloletnie doświadczenie. Nasza rozmowa była pełna wskazówek i dobrych praktyk.

Tyle tytułem wstępu, zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy o tym, jak pozycjonować swój sklep na mapach Google.

Dzień dobry Przemku.

Cześć Marek.

Zacznijmy od takiego pytania rozgrzewkowego, żeby tobie było łatwiej wejść w rozmowę, a słuchaczom łatwiej było wejść w odcinek. Opowiedz mi, czym zajmujesz się w Greenfields, czym w ogóle zajmuje się Greenfields i może jak wygląda twój taki standardowy dzień pracy?

Greenfields to, można powiedzieć, do niedawna była standardowa, ale też butikowa agencja SEM, zajmująca się pozycjonowaniem stron i wykorzystywaniem innych narzędzi, które udostępnia nam wyszukiwarka. Robimy kampanie Adwords, robimy super SEO. Natomiast to, co nas wyróżnia to to, że jako pierwsi zajęliśmy się poważnie wykorzystaniem marketingowym wizytówek Google My Business. Lubię myśleć, że to ja pokierowałem firmą w tę stronę.

W tej chwili stoimy dzięki temu na trzech mocnych nogach, czyli CPC w obszarze Google Adwords, SEO no i właśnie wizytówki Google My Business.

Ja w firmie zajmuję się strategią rozwoju firmy i pozyskaniem leadów sprzedażowych (to już tak operacyjnie).

Wizytówki są tematem dzisiejszego odcinka i wydaje mi się, że panuje przynajmniej kilka wersji, czym te wizytówki są. W ogóle Google zmieniało często nazwy, więc myślę, że ludzie mogą mieć zupełnie inne nazwy w głowie, niż te aktualne oficjalne wersje. To się też często kojarzy z mapami, z w ogóle wyszukiwaniem czegoś na mapach. A jak to jest naprawdę? Czym są te wizytówki Google dla początkującego?

Wczoraj, przygotowując się do dzisiejszego podcastu, wraz z Kacprem Kazimierczakiem, który jest u nas szefem rozwoju de facto, chcieliśmy poprosić ciebie i siebie o to, żebyśmy nie nazywali ich dzisiaj wizytówkami, tylko profilami Google My Business. Wydaje nam się, że to jest dużo bardziej adekwatne określenie obecnie, ponieważ wcześniejsze wizytówki stały się profilami, ponieważ Google My Business to już nie jest zbiór punktów na mapie.

Wizytówki to już nie są pinezki poprzypinane do krawca, czy stacji benzynowej. W tej chwili to są prawdziwe profile społecznościowe w pełnym tego słowa znaczeniu, to znaczy posiadają wszelkie informacje o osobie, która jest ich właścicielem, dają możliwość komunikacji z tą osobą, dają możliwość nawiązania wszelkiego rodzaju interakcji takich, jak sprzedaż, komunikacja, ocena usług, wpływanie na jakość oferty oraz obserwowanie tych profili i wyświetlanie ich później w feedzie, który jest dość podobny do feeda Facebook, chociażby, który jest widoczny po kliknięciu na zakładkę „dla ciebie”.

Więc… ja pewnie też się dzisiaj z cztery razy jeszcze pomylę, natomiast naszym zdaniem to już nie są wizytówki, tylko to są profile.

W którym miejscu taki profil się później pokazuje użytkownikowi? Gdybym chciał sobie to lepiej zwizualizować, to który to jest element wyszukiwarki?

Pamiętasz pewnie, jakiś czas temu historycznie wizytówki pokazywały się w mapach, czyli w Google Maps mieliśmy listę wyników, jeśli tam wyszukiwaliśmy. Mieliśmy listę wyników z wizualizacją ich na mapie w postaci pinezek. W tej chwili (i dzięki temu my zaczęliśmy się mocno rozwijać w tym obszarze) profile Google My Business są widoczne w SERP zaraz pod wynikami Adwords nad wynikami organicznymi.

Na pewno każdy, kto szukał jakiejś lokalnej usługi czy dostawcy towaru lokalnie, po wpisaniu, nie wiem, „szewc krzyki” lub „szewc wrocław” otrzymał reklamę Adwords jakiegoś mądrego szewca, który postanowił zareklamować się on-line, a niżej otrzymał listę bardzo przyjaźnie wyglądających zwizualizowanych na mapie trzech szewców w swojej okolicy, do których można bezpośrednio z wizytówki zadzwonić.

Więc stał się to kluczowy element SERP, w naszej opinii ważniejszy dla firm lokalnych niż element widoczny w wynikach organicznych.

Ja się przyznam szczerze, że słyszałem już kilka razy, jak opowiadałeś o tych profilach (już postaram się też pilnować tej nazwy). Słyszałem, jak kilka razy o tym opowiadałeś i tak trochę za pierwszym razem byłem sceptyczny. Jakoś się z tym specjalnie nie kryję. Już parę argumentów, czemu profile są fajne, się pojawiło. Ale jakbyś miał tak zebrać do kupy te wszystkie przewagi, które firma osiąga, mając swój profil, w stosunku do takiej, która takiego profilu nie założy.

Przede wszystkim informacja o profilach wyświetla się w miejscu kluczowym dla użytkownika szukającego informacji o ich firmie. To znaczy w głównym widoku pierwszej strony wyników wyszukiwania. Informacja o właścicielu profilu / wizytówki jest podana w sposób ultra czytelny, to znaczy może nie jest najpiękniej podana, natomiast Google zadbało o to, aby informacje o właścicielu danego punktu czy sklepu były podane bardziej czytelnie, niż o stronie WWW i w lepiej widocznym miejscu niż informacje o stronie WWW.

Wizytówki traktowane są też przez użytkowników jako niezależne źródło informacji o dostawcy usługi czy produktu. W związku z tym oprócz tego, że te informacje są i czytelniejsze i widoczne na pierwszy rzut oka, to jeszcze uznawane są przez użytkownika za bardziej wiarygodne, niż strona internetowa. Po wizytówce oczywiście też dużo łatwiej nawigować.

Wydaje nam się, że Google prowadzi działania, które mają na celu deprecjonować strony internetowe, promować informacje zamieszczone bezpośrednio na profilach Google. Chociaż warto tutaj powiedzieć, że wizytówki dobrze rankują, jeżeli mają podpiętą pod profil dobrze zoptymalizowaną stronę WWW pod kątem SEO. Czyli wizytówki i strony internetowe działają niejako w tandemie, jeżeli chodzi o czynnik rankujący, natomiast wizytówka / profil Google My Business jest chętnie wyświetlany i bardziej dopasowany do wyników wyszukiwania, których oczekuje użytkownik. Dodatkowo jeszcze po wizytówce lepiej jest nawigować niż po stronie WWW.

Powiedziałeś o tym, że one się wyświetlają tak wysoko. Czyli na dobrą sprawę jest teoretycznie taka szansa, że jeżeli branża jest już przepakowana konkurencją i osiągnięcie pierwszego wyniku w tej części, gdzie są po prostu wyniki, może być niemożliwe, tak? Jeżeli mamy na przykład, nie wiem, branżę fashion, to zdecydowanie top 10 to jest sztuka sama w sobie, a pierwsze miejsce to już w ogóle. Tymczasem wizytówki na mapie wyświetlają się jeszcze wyżej. I teoretycznie powinno to być prostsze, żeby osiągnąć ten pierwszy wynik, tylko w troszeczkę inny sposób?

Teoretycznie tak. W praktyce wygląda to w ten sposób, że właściciele stron ciągle jeszcze inwestują więcej w same strony internetowe, nie poświęcają tak dużo czasu na odpowiednią optymalizację swoich profili Google My Business, w związku z czym nasza praca jest łatwiejsza. To znaczy ta konkurencja wśród profili Google My Business rankujących dobrze lub gorzej jest na tyle niska, że nawet podstawowe nasze działania potrafią przynieść szybko efekt.

Może podam przykład praktyczny. Nie jest to branża bezpośrednio e-Commerce, natomiast dostawca lokalnej usługi – wrocławska drukarnia. Można mieć różne wyceny, natomiast pozycjonowanie lokalnej firmy na taką generyczną frazę, jaką jest na przykład „druk wrocław” czy „drukarnia wrocław”, wiąże się z kosztem pomiędzy 2000zł a 3000zł miesięcznie, aby utrzymać się w top 3 na taką trudną frazę. Poświęcając ułamek tej kwoty na obsługę wizytówki lub robiąc to samemu w bardzo podstawowym obszarze, możemy wyświetlić naszą wizytówkę na frazę generyczną bardzo drogą nad wynikami organicznymi swojej konkurencji. Po prostu możemy przeskoczyć szybciej i wyżej za ułamek kwoty, inwestując w profil My Business nad wyniki organiczne.

Wiesz co, zadam ci pytanie chyba trochę pod włos, no bo cały podcast jest o e-Commerce, a zastanawia mnie jedna rzecz, bo jeżeli ktoś zakłada sklep internetowy, to właśnie też między innymi po to, żeby z tego lokalnego biznesu przenieść się do sprzedaży globalnej. Niektórzy na całą Polskę, niektórzy na cały świat. Tymczasem wizytówki, jeżeli dobrze rozumiem, działają bardziej lokalnie. Czyli jeżeli ja wyszukuję na przykład „sklep sportowy” to te profile, które mi się pojawią, raczej będą bliżej mnie, niż dalej. No bo trochę nie ma sensu pokazywanie mi na mapie, gdzie ja jestem we Wrocławiu, trochę nie będzie sensu pokazywania mi na przykład sklepu sportowego w Warszawie, no bo co do zasady ja tam pewnie nie pojadę. Więc tak zerojedynkowo, czy w ogóle jest sens myśleć o zakładaniu sobie profilu w Google My Business dla sklepu internetowego, który co do zasady lokalnie aż tak nie… no też działa, ale wolałby globalnie.

Zacznijmy od najłatwiejszego i odpowiem wprost na twoje pytanie – tak. 

Teraz dlaczego.

Po pierwsze, jeżeli zakładasz sklep internetowy, to dbasz bardzo o to, by ten sklep internetowy był dobrze optymalizowany, spełniał wszystkie podstawowe zasady, jakie powinien spełniać dobrze zoptymalizowany sklep. Więc po pierwsze, musi posiadać integrację z profilem Google My Business, co znaczy, że powinien mieć dobrze podpiętą pod mapę kontaktu mapkę z miejscem, gdzie naniesiona jest wizytówka tego sklepu, co wpłynie na wyniki SEO całego sklepu. I to jest pierwsza rzecz techniczna SEO, to musi być.

Teraz przejdźmy do rzeczy mniej oczywistych. Jak ta wizytówka może oprócz tego, że pomóc wyskoczyć wyżej w SERP  w wynikach organicznych, to jeszcze jak ona może pomóc ci sprzedawać. Przede wszystkim informacje o sklepie internetowym, który jest jakoś osadzony fizycznie gdzieś u kogoś, w jakimś miejscu z ocenami niezależnymi, z informacjami o tej firmie – taki profil tego sklepu w Google My Business na pewno uwiarygodni ciebie, jako dostawcę (np. odżywek sportowych). I to jest drugi aspekt, czyli uwiarygodnienie.

Trzeci aspekt to będzie na pewno kwestia zmieniającej się sytuacji na rynku i odpowiedzi na to. Bardzo często albo częściej chcemy zamawiać w firmach / sklepach, w których mimo wszystko można jednak pojechać i odebrać towar samemu. Możemy też łatwiej dzięki wizytówce zadzwonić do właściciela tego sklepu i porozmawiać z nim, która odżywka jednak jest może troszeczkę lepsza, a może trochę gorsza.

Wizytówki też dają możliwość nie tylko kontaktu telefonicznego, ale możliwość wysłania SMS, skontaktowania się innym komunikatorem. Dodatkowo wizytówki umożliwią nam też zapoznanie się z opiniami o twoim sklepie innych, niezależnych użytkowników. Można też zobaczyć, w jaki sposób właściciel profilu komunikuje się ze swoimi klientami, mniej lub bardziej zadowolonymi. To wszystko wpłynie na wiarygodność i dostępność sklepu.

Oczywiście nie wszędzie jest to ultra konieczne, aby użytkownik, kupując, nie wiem, kartki do biura do drukarki, musiał się skontaktować z nadawcą, ale są branże, gdzie ta wizytówka niewątpliwie pomoże, ułatwiając wymianę informacji z oferentem.

Kwestie przyszłości wizytówek – wizytówki rozwijają się bardzo dynamicznie. To, co jeszcze pół roku temu można było na wizytówce wykonać, to 20-30 czynności. W tej chwili tych czynności, aby ją dobrze zoptymalizować, należy wykonać 50-60. Co chwilę pojawiają się nowe funkcjonalności i te funkcjonalności są bardzo trafione. Na przykład przy okazji COVID-19 na zachodzie, a dokładnie w Stanach i w Kanadzie, pojawiła się możliwość dotowania oferentów przez PayPal, właśnie za pośrednictwem wizytówki. To znaczy, że jeżeli twój ulubiony sklep z odżywkami nagle zacząłby sobie gorzej radzić, to mógłbyś mu wysłać po prostu impulsowo przez PayPal na wizytówce (nie robiąc nic więcej) 20 złotych na planowany zakup odżywki, który się odbędzie, powiedzmy za 2-3 miesiące tylko po to, żeby ten twój ulubiony sklep nie splajtował.

Więc mamy do czynienia z nowościami, które za chwilę będą również dostępne w Polsce, co jakby nakazuje nam zwrócenie większej uwagi na prowadzenie tej wizytówki i jej przyszły potencjał, nie tylko obecny.

Te wizytówki brzmią, jak coś takiego faktycznie rozwiązującego wiele problemów, szczególnie tych firm, które biją się o pierwsze miejsca w bardzo zatłoczonym środowisku. Ale zastanawia mnie, czy są w ogóle takie sytuacje, w których posiadanie takiej wizytówki albo się nie sprawdzi, albo w ogóle nie można mieć wizytówki, bo na przykład jest to niezgodne z regulaminem?

Wizytówkę można mieć właściwie zawsze, jeżeli tylko posiadasz adres fizyczny. Google wymaga od nas na etapie zakładania wizytówki udowodnienia lub bardzo jasnej i wiarygodnej deklaracji, że firma znajduje się w tym miejscu. W sytuacjach krytycznych (w sensie spornych) Google wymaga przesłania zdjęcia tabliczki na drzwiach, czy tabliczki na murze, że ta firma faktycznie w tym miejscu się znajduje.

Nie można też założyć trzech firm w jednym pokoju. To wszystko ma po prostu odniesienie do rzeczywistości. To znaczy, jeżeli ta firma jest w tym miejscu, prowadzi w tym miejscu działalność, to Google nie ma najmniejszego problemu, żeby uruchomić taką wizytówkę właściwie w kilka minut. Jeśli są to kwestie bardziej skomplikowane, wymagające udowodnienia, to trzeba się trochę bardziej postarać i poczekać na przykład 14 dni na list z Google z kodem, który weryfikuje posiadanie tej wizytówki.

Powiedziałeś już trochę o tym procesie. W ogóle wysyłanie listów pocztą brzmi dość egzotycznie w dzisiejszych czasach, szczególnie od takiego giganta elektronicznego bądź co bądź. Mógłbyś rozszerzyć tą swoją poprzednią wypowiedź na cały proces zakładania wizytówki?

Cały proces zakładania wizytówki jak wspomniałem, jest ultra prosty. Przychodzę do nowego biura, zakładam tutaj mój e-sklep, wypełniam bardzo intuicyjny formularz w wyszukiwarce Google, deklaruję, że ta firma w tym miejscu istnieje. Najprawdopodobniej Google za chwilę ten profil założy.

Natomiast jeżeli Google z jakiegoś powodu dojdzie do wniosku, że to jest mało wiarygodne, żeby w tym miejscu taka firma prowadziła działalność, to Google poprosi nas o to, abyśmy wysłali na przykład zdjęcie fasady z tabliczką, że ta firma faktycznie w tym miejscu się znajduje lub tabliczki na drzwiach. A w sytuacji, kiedy będzie to bardzo trudne do zweryfikowania, Google na adres wprowadzonej działalności firmy wyśle kod taki, jak kiedyś dostawaliśmy na przykład do kart do bankomatu.

Więc ten proces może jest archaiczny, ale jest jedynym faktycznie uwiarygadniającym miejsce prowadzenia firmy procesem. Do firmy przychodzi po prostu list i właściciel firmy go otwiera, wpisuje kod, zatwierdza, że ta wizytówka faktycznie w tym miejscu istnieje i że ta osoba jest jej właścicielem.

Faktycznie nie brzmi jakoś skomplikowanie. Z tego, co powiedziałeś, to od samego początku kiedyś to rzeczywiście były wizytówki. Ja pamiętam, że jak ja gdzieś tam zaczynałem ze swoją, to tam zbyt wiele się nie dało wpisać. Trochę czasu minęło, ja ten temat kompletnie przykryłem, bo stwierdziłem, że skoro się nie da więcej, to po co tam sprawdzać to co miesiąc. No i tak miesiąc w miesiąc po paru latach okazało się, że jest tam bardzo dużo rzeczy. Ja połowy oczywiście nie mam. No i z tego, co mówisz, idą następne. Jakie rzeczy w tym momencie z tych, powiedzmy najciekawszych, można poustawiać w swoim profilu?

To wszystko zależy od tego, jaką branżę reprezentuje właściciel profilu. Są to rozwiązania dedykowane konkretnym branżom. Myślę, że możemy się tutaj posłużyć przykładem restauracji, która oprócz godzin otwarcia, zdjęć miejsca i informacji o trasie dojazdu, może zamieścić tam informacje i zdjęcia całego kompletnego menu z możliwością zamawiania go on-line, zarezerwowania miejsca w restauracji, możliwości poproszenia gości o ocenę nawet smaku poszczególnych potraw. Dodatkowo jeszcze możemy poinformować gości o jakichś specjalnych promocjach, które mają miejsce, o nowym menu – to ma formę artykułów, które na profilu można zamieścić.

Więc właściwie na wizytówce możesz prowadzić restaurację, nie posiadając strony internetowej tej restauracji i wykorzystując pełen potencjał Internetu do promocji swoich usług, potraw i serwisu, jaki prowadzisz. Można zintegrować wizytówkę z wszelkimi akceleratorami typu Pyszne.pl tak, żeby też wysyłać za pośrednictwem np. Ubera jedzenie do swoich klientów, więc właściwie wszystko.

Prowadząc firmę usługową, możesz ułatwić swoim użytkownikom ocenę twojej oferty oraz zebranie najpotrzebniejszych informacji w bardzo krótkim czasie o twojej firmie. Ułatwisz też kontakt poprzez SMS, ocenę zdjęć, ocenę ocen i tak dalej.

A jeżeli chodzi o taką firmę typowo produktową? Ciągle gdzieś tam będę się kręcił wokół e-Commerce. Wspomniałeś o artykułach. Wiem, że można robić zdjęcia. Więc czy te dwie rzeczy można zaprzęgnąć jakoś do tego, żeby na przykład promować swoją ofertę produktową? Mówiłeś też o promocjach, więc też gdzieś tam czuję, że to jest jakiś potencjał. Ja wymieniłem trzy – pytanie, czy to jest w ogóle dobry kierunek i czy jest jakaś czwarta i piąta rzecz?

To tak – może z tych najważniejszych, które też łatwo zrobić samemu.

Tutaj tip: Google na wizytówkach nie lubi zdjęć stockowych. Jeżeli możecie, róbcie zdjęcia „z ręki”, aparatem. Nie muszą być najpiękniejsze – ważne, żeby były wasze. To znaczy, żeby nie były kogoś, nie były „pożyczone” ze stocka, nie były „pożyczone” z innych miejsc. Robić je należy samemu, Google to bardzo docenia.

I teraz przechodząc do samych funkcjonalności. Gdyby to był sklep z odżywkami, na pewno pisałbym w ramach aktualności krótkie informacje o tym, jakie są ciekawe nowe promocje, czy nowości w ogóle produktowe. Dodatkowo zachęcałbym kupujących do zostawiania ocen i odpowiadał na nie sprawnie i szybko.

Co jeszcze można zrobić?

Można zrobić spacer wirtualny po magazynie na przykład, bardzo Google to również lubi, a użytkownicy też chętnie zobaczą, jak wygląda firma, to uwiarygodni firmę w oczach kupujących. Można umożliwić kontakt SMS ze sprzedawcą. I to tak pokrótce wszystko, trudno mi jest sobie teraz wygenerować na szybko jakieś inne bardzo wartościowe rzeczy, które byłyby istotne dla kupującego.

Powiedziałeś o tym, żeby unikać zdjęć stockowych, lepiej „z ręki”, lepiej coś autentycznego i naszego.

Tak.

Czy są jakieś takie inne dobre praktyki uzupełniania wizytówek?

Takim największym problemem z wizytówkami, z jakimi spotykają się osoby otwierające nowy biznes w nowym miejscu, jest piękne zdjęcie z Google Earth przejeżdżającego samochodu Google – zielonej trawy, która prezentuje miejsce, w którym za dwa powstanie piękny biurowiec, na który wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy i jeszcze więcej na obrandowanie.

Trudno jest walczyć z takim zdjęciem. Trzeba poprosić kurierów, pracowników, żonę, dzieci o to, aby zrobić jak najwięcej zdjęć fasady nowego budynku i zamieszczać je w komentarzu, czy na samym profilu, opisując je jako siedzibę twojej firmy. Google prędzej czy później zastąpi tę trawę, czy dziurę w ziemi zdjęciem pięknej fasady waszej placówki.

Wiesz co, to jest w ogóle ciekawe, co mówisz, bo rzeczywiście praktycznie wszystkie firmy, które mają krótki czas życia, albo się chwilę temu przeprowadziły – jeżeli sprawdza się wskazówki dojazdu (a ja robię to nadzwyczaj często, bo dość dużo jeżdżę), to rzeczywiście jest ta trawa. Myślałem, że to po prostu tak jest i trzeba się nauczyć z tym żyć. A z tego, co mówisz, po prostu da się to, powiedzmy trochę siłowo, ale mimo wszystko zmienić, tak?

Tak, dobrym słowem jest tutaj nadpisać.

To jest super wartościowe, bo myślę, że wiele firm się z tym boryka. Szczególnie te, które… nie wiem w ogóle, jak często Google Maps się aktualizuje i te jeżdżące samochody przejeżdżają po Polsce, natomiast wydaje mi się, że to jest raz na parę lat, a przez ten czas dość dużo się zmienia w krajobrazie, szczególnie tym biznesowym.

Tak, tak, tak dokładnie.

To wszystko, co mówisz, to są rzeczy, które ja mogę zrobić sam. Natomiast są rzeczy, które robią za mnie inni użytkownicy i mam tutaj na myśli głównie opinie. Bywa różnie z nimi. Byłoby super, gdyby były same pozytywne, wtedy pewnie to, co ty mówisz, że po prostu wystarczy być w kontakcie, wystarczy. Natomiast jeżeli, nie wiem, mam konkurencję, no to ona może mi zrobić psikusa. Albo po prostu trafi się jakiś użytkownik, który ma zły dzień i zostawi mi negatywną opinię. Jeżeli nie mam ich dużo, no to to gdzieś tam nieprzyjemnie świeci, no i pytanie – czy ja mogę coś z tym zrobić? Czy mogę tym jakoś zarządzać i jeszcze dodatkowe pytanie, bo spotkałem się z tym, że ludzie generują sobie te pozytywne opinie, żeby w ogóle na przykład przykryć te słabe. I jednego dnia pojawia się 50 opinii, przez ostatnie dwa lata nie było wcale, więc widać, że to nie jest dobrze. Jakie wy macie w ogóle praktyki odnośnie zarządzania takimi opiniami?

W naszej ocenie opinie to są nowe linki. To znaczy to jest skrót myślowy – one są tak samo wartościowe dla wizytówki, a przez to później dla strony internetowej, jak bardzo wartościowe linki historyczne z super miejsc dla SEO.

O opinie trzeba dbać. Na opinie trzeba odpowiadać. I opinie trzeba generować. Ale Google już w międzyczasie bardzo skupiło się na tym, żeby fejkowe opinie usuwać, czy ich w ogóle nie przedstawiać. Trzeba prosić swoich klientów o to, by opinie zostawiali. Naturalnym elementem opinii są złe opinie, ponieważ na świecie są luzie źli i dobrzy, mądrzy i ci mniej lotni, czasami pod wpływem emocji i jeszcze charakteryzując samo medium – charakterystyką Internetu jest to, że ludzie chętniej umieszczają złe opinie niż pozytywne. Po prostu te negatywne trzeba przykrywać pozytywnymi. Zakładam, że każdy ma możliwość wygenerowania pozytywnych opinii, po prostu inwestując czas w to, by użytkowników namówić do zostawiania opinii.

Cieszmy się z negatywnych i pozytywnych, odpowiadajmy na nie w miarę szybko. Niech to będzie również źródło informacji dla właściciela sklepu o tym, gdzie są jakieś słabe punkty, które jeszcze trzeba poprawić.

Natomiast ilość ocen jest kluczowym elementem rankującym dla wizytówki, a przez to później dla strony internetowej. My nie zalecamy tworzenia nowych profili do wstawiania opinii tylko po to, żeby je mieć. Im osoby mają lepszą historię w Google, im wyższymi są lokalnymi przewodnikami, tym ta opinia jest bardziej wartościowa. Nawet jeżeli ona nie jest najlepsza, jeżeli to są tylko trzy gwiazdki albo dwie i jest to jakaś krytyka, to warto na nią odpowiedzieć. Pamiętajmy, że jeśli my odpowiemy na opinię, to użytkownik już na naszą odpowiedź odpowiedzieć nie może (więc nie możemy tutaj toczyć jakiejś bezustannej dyskusji), ale może na pewno tę opinię zmienić. Więc zakładam, że jeżeli w jakiś sposób nakłonimy użytkownika do ponownego skorzystania z naszej oferty lub też w odpowiedni sposób zareagujemy na jego zły humor, to ta opinia jeszcze może się zmienić.

Czyli z jednej strony jakość opinii jest dla nas ważna, ale jeszcze ważniejsza jest dla nas ilość tych opinii, więc dbajmy o nie.

Google daje kilka możliwości. Można nakleić na fakturę QR kod, który przeniesie cię bezpośrednio do miejsca, w którym może tę opinię zostawić. Trudniej jest oczywiście uzyskać te pozytywne, o czym już wcześniej mówiliśmy. Po prostu trzeba ich do tego namawiać, trzeba może dać jakiś rabacik. Chociaż z drugiej strony – i tu znowu tip praktyczny – kiedyś zrobiliśmy w pączkarni promocję. Za zostawienie opinii użytkownika dawaliśmy tego pączka troszkę taniej. Okazało się, że w krótkim czasie pojawiło się bardzo dużo pozytywnych opinii, natomiast Google uznał, że ten przyrost był na tyle nieorganiczny i podejrzany, że je wszystkie skasował. Więc dbajmy o to, żeby ten przyrost był organiczny i naturalny, ale żeby był i zarządzajmy tymi opiniami.

Jeżeli natomiast trafi się jakiś niegrzeczny konkurent, który będzie nam z wartościowego profilu pisał o tym, jak to jesteśmy źli, no to Google daje możliwość odwołania się od takiej opinii i usunięcia po wskazaniu, że jest to opinia od nieuczciwego konkurenta. Więc z takie opinie można kasować.

Ok, czyli tak naprawdę taka najważniejsza rada (i ona znowu zahacza o to, jak robić zdjęcia), to po prostu bycie autentycznym, nauczyć się z tym żyć, przełykać krytykę i starać się po prostu być coraz lepszym i jakby naturalnie się to wszystko powinno poprawiać, tak?

Tak dokładnie. Myślę, że dla użytkownika sklep, który ma 4.7 i 80 opinii, czy nawet 4.5, czy 4.3, będzie bardziej wartościowy od sklepu, który ma pięć opinii sprzed pół roku i same pięciogwiazdkowe opinie, jeszcze bez komentarzy.

Więc zachęcajmy użytkowników do tego, żeby nas oceniali. Dajmy im za to coś, ale niech nas oceniają. Ilość opinii jest ważnym czynnikiem rankującym.

Dość dużo mówisz o tych czynnikach rankujących i w ogóle o tym, że wizytówki da się pozycjonować. Wydaje mi się, że po pierwsze to nie jest coś takiego, o czym ludzie wiedzą. Ja wcześniej też nie wiedziałem, mimo że jestem w branży. Myślałem, że to jest po prostu takie „automagiczne”, czyli ja wpisuję te buty i Google jakoś tam wymyśla, co mi podpowiedzieć, na przykład coś, co jest najbliżej, albo coś, co jest największe, albo coś jeszcze innego. Natomiast ty twierdzisz, że da się wypozycjonować firmę właśnie za pomocą dobrze prowadzonego profilu. Zdradzisz kilka takich trików, które wy robicie albo działań, które trzeba robić, żeby rzeczywiście pójść do góry?

Jasne, bardzo chętnie.

Czynnikami rankujacymi wizytówkę są czynniki oczywiste, takie jak odległość od pytającego do miejsca, którego szuka. Czyli Google przedstawia nam miejsca, które są blisko nas. Ale oczywiście to nie jest jedyny albo już teraz nie jest to jedyny i na pewno nie najważniejszy element.

Weźmy za przykład właśnie sklep z odżywkami. Jeśli na Krzykach (w południowej dzielnicy Wrocławia) wpiszemy zapytanie o sklep z odżywkami, Google nam pokaże dwa sklepy z Krzyków, ale możliwe, że jeszcze z północy Wrocławia pojawi się tam profil w wynikach wyszukiwania, ponieważ Google dojdzie do wniosku, że, mimo że jeden sklep jest troszkę dalej, ale jednak ma tak świetną stronę internetową, tak świetną ofertę i tyle wartościowych opinii oraz bardzo często ktoś loguje się na profil, aby uaktualnić dane, że może warto zainwestować dwadzieścia minut więcej i przejechać na drugi koniec miasta lub zainteresować się ofertą strony internetowej tego sklepu.

I tu właśnie przechodzimy do pozostałych czynników rankujący, którymi są: poprawne wypełnienie bardzo intuicyjnego profilu, gdzie umieszczamy wszystkie dane teleadresowe, godziny otwarcia, stronę internetową i tak dalej. Dodatkowo Google sprawdzi, czy strona internetowa jest odpowiednio zintegrowana z wizytówka. Google sprawdzi wiarygodność opinii, które się pojawiają i wiarygodność profili, z których te opinie się pokazały. Google sprawdzi również, jak szybko reagujemy na te opinie. Google sprawdzi, czy na przykład zmieniliśmy godziny otwarcia, kiedy było święto.

Czyli właściwie takie naturalne zajmowanie się tym profilem spowoduje, że Google będzie go rankował wyżej.

Powiedziałeś o tym, że w momencie, w którym ja gdzieś zaczynam pozycjonować swoją wizytówkę, to być może dla Google, jeżeli ja znajduję się na Krzykach, to może bardziej mi się opłaca pojechać na drugi koniec miasta, na przykład nie wiem – na Psie Pole. Czy w takim razie jest jakakolwiek szansa, że pójdziemy tym trochę szerzej, czyli sprawi się, że ja jestem we Wrocławiu na Krzykach, wyszukuję sklep sportowy czy z odżywkami i pokazuje mi się sklep z Warszawy?

Jeżeli jest możliwość zainwestowania w więcej placówek, więcej miejsc prowadzenia działalności, no to nam ten problem rozwiązuje.

Na przykład mamy sklep z wózkami dziecięcymi czy fotelikami do samochodów, oni działają jako franczyza, ale mają duży sklep internetowy (to jest taki znany dostawca fotelików RWF). Oni dzięki temu, że mają sieć franczyzową, to na frazę „fotelik dziecięcy” czy „fotelik samochodowy” oni wyświetlają się w wielu miastach jako profil Google My Business, co z kolei generuje u nich większy ruch w sklepie internetowym.

To jest takie rozwiązanie. Google nie przewiduje tego, żeby promować lokalne biznesy z Wrocławia w Warszawie.

Czyli takim naturalnym ruchem, jeżeli firma faktycznie chce, no to musi mieć po prostu oddziały w innych miastach i tam też prowadzić biznesy lokalne. A powiedz mi, jeżeli wy robicie to pozycjonowanie, to jest tak, że o każdy taki oddział dba się i pozycjonuje osobno (to są takie osobne byty?), czy to jest jakby jeden by, który ma różne oddziały, ale te wszystkie działania, o których mówisz: zdjęcia, artykuły i inne rzeczy, to czy to się prowadzi dla jednego miejsca z osobna, czy dla wszystkich na raz?

Słuchaj, świetne pytanie i powinienem o tym dawno powiedzieć, dzięki.

Google daje możliwość prowadzenia przedstawicielstw. To znaczy za pomocą panelu do zarządzania wizytówką, możemy wprowadzić w ramach jednej firmy kilka, kilkanaście, kilkaset przedstawicielstw. Dobrym przykładem będzie tutaj bank, który jest bankiem, który też prowadzi działalność e-Commerce (w sensie banking online), ale ma też siedemset wizytówek w skali całego kraju.

Tutaj taka informacja jest dość istotna – takie siedemset wizytówek generuje dużo większą ilość impresji niż wejść na stronę internetową, co czyni wizytówki bardziej istotnym punktem styku on-line dla marki, niż strona internetowa. Ale to dygresja.

Możemy prowadzić masową edycję wizytówek z poziomu jednego profilu. Niestety nie wszystkie dane da się edytować masowo, na przykład zdjęcia, czy zarządzanie opiniami musi być prowadzone „z palca”, co znaczy przełączanie się między placówkami w ramach jednego profilu Google My Business. Jeżeli ktoś zaloguje się na ten panel, to będzie mu łatwiej zrozumieć to, co teraz powiedziałem. Tam po prostu wyświetli się lista wizytówek, którymi można zarządzać masowo. Tak jak powiedziałem, nie wszystkie funkcjonalności można zmieniać masowo.

Taką funkcjonalnością na przykład, której masowo zmieniać nie można, to nie można na przykład odpowiedzieć na 50 komentarzy jednocześnie. Nie można właśnie zarządzać komentarzami. Z tego względu my napisaliśmy własny soft do zarządzania dużą ilością komentarzy równolegle. To wygląda trochę tak, jak skrzynka odbiorcza w Outlooku, gdzie z lewej strony mam listę placówek, w których pokazały się komentarze, a z prawej strony po prostu na nie odpowiadamy. To nam ułatwia bardzo mocno i oszczędza godziny czasu dziennie. Nie można też masowo dodawać zdjęć, trzeba to robić osobno.

Natomiast godziny otwarcia, tagi związane z działalnością, nazwy wizytówek – to wszystko można zmieniać masowo.

Opowiesz mi jeszcze trochę o tym, jak wygląda w ogóle współpraca z taką agencją jak wasza w zakresie, no nie powiem pozycjonowania, ale takiej opieki bieżącej nad profilem, która docelowo sprawi, że on będzie wyżej niż inne?

W pierwszym okresie współpracy po przekazaniu nam dostępów do wizytówki my ustalamy, czy dana wizytówka jest dobrze wypełniona, ale też sprawdzamy, czy wizytówka nie posiada duplikatów. To jest częste, ponieważ zwłaszcza w jakiejś działalności magazynowej powstają duplikaty wizytówek, które są generowane przez kurierów, którzy chętnie działają w tym obszarze, wymieniając się informacjami o miejscu, z którego można odebrać i przywieźć towar, czy łatwo zaparkować, czy nie.

Ale też takie duplikaty powstają z innych powodów – nie wiem, ze względu na to, że tę wizytówkę dość łatwo założyć, to wcześniejszy pracownik założył, ale zapomniał, a następnie założyła ją kolejna osoba odpowiedzialna za marketing i tak dalej.

Więc ustalamy, czy wizytówka jest dobrze wypełniana, czy ma parametry określone zgodne z prawdą i czy nie ma duplikatów. Następnie zaczynamy nasycać ją treściami w sposób organiczny i instruujemy klienta w bardzo przejrzysty sposób, jakimi sposobami ma dbać o to, by pozyskać opinie. Piszemy opi… Boże, nie piszemy opinii, oczywiście, że nie. Piszemy artykuły na tę wizytówkę, integrujemy ją z zewnętrznymi dostawcami usług, które są dostępne dla danej branży.

I to właściwie tyle. Dbamy o to, by wizytówka była dobrze zintegrowana ze stroną internetową, piszemy artykuły, uaktualniamy dane, godziny otwarcia. Jeżeli są jakieś konkretne możliwości, widgety dostępne dla danej branży, to też je uzupełniamy. Dbamy o to, by pojawiały się nowe zdjęcia. I to tyle.

Z tych wszystkich rzeczy, o których mówisz, brzmi trochę tak, jakbym mógł zrobić wszystko sam. I teraz trochę się odniosę może do takiego, powiedzmy historycznego SEO. Generalnie z SEO też jest tak, że z grubsza wszystko można zrobić samemu, tylko nie zawsze warto, bo po pierwsze to jest często skomplikowane, a po drugie jest tam trochę takiej, nazwijmy to magii, czy może bardziej dyplomatycznie – doświadczenia. Czyli taka agencja między innymi współpracuje ze mną dlatego, że oni mają większe doświadczenie, wiedzą „w który bęben uderzyć”, żeby to wszystko było dobrze. I to sprowadza się do pytania – co mogę zrobić we własnym zakresie i ile tak naprawdę w tym pozycjonowaniu jest takiej magii i takiego doświadczenia, które dla takiego Kowalskiego po prostu będzie albo nieosiągalne, albo będzie to trwało zbyt długo?

W Internecie większość rzeczy zajmuje albo czas, albo kosztuje pieniądze. To, co kupuje się u nas to właściwie trochę czas plus kilka elementów magicznej wiedzy, o której niechętnie mówimy.

Natomiast 80% działań, które należy wykonać z wizytówką, może wykonać każdy po przeczytaniu jednego bloga, na przykład naszego, czy śledzeniu naszych informacji na Facebook o tym, jakie są nowości na wizytówkach. To jest intuicyjne. Natomiast kluczem do sukcesu pierwszym największym jest regularność i taka naturalność tych działań. To znaczy, my wiemy, czy wystarczy zalogować się dwa razy w tygodniu, czy trzy razy w tygodniu, czy cztery razy w tygodniu, jak często dodać zdjęcia, jak szybko odpowiedzieć na komentarz tak, żeby przeskoczyć konkurencję. To jest taki competition – tutaj właściwie działamy cały czas na zasadzie pojedynku z konkurentami, więc musimy robić to troszeczkę lepiej i troszeczkę częściej, niż oni.

I to jest kilka takich tipów, o których już powiedziałem wcześniej, na przykład zdjęcia stockowe, czy odpowiednio umieszczona informacja w odpowiednim czasie o zmianie godzin otwarcia, czy odpowiednio szybka reakcja na zmiany związane z COVID-19 (to z takich ostatnich). Dodatkowo jeszcze powiem, że tutaj regularność działań jest bardzo istotna – nie można doprowadzić do sytuacji, w której przez trzy miesiące na profilu nie robimy nic, a później w ciągu dwóch dni nadrabiamy te działania z ostatnich trzech miesięcy.

Wiem, że w firmach z tym jest problem, wiem, że najczęściej skupiamy się na tym, żeby firma działała, żeby strona była dobrze zoptymalizowana, żeby zająć się sprawami administracyjnymi, a te pozornie proste tematy związane właśnie na przykład z profilem zostają odkładane na później. To, co kupuje się u nas, to właśnie ta regularność, ta wiedza oprócz ogólnie dostępnej. Trochę też tej wiedzy czarodziejskiej, którą sobie wypracowaliśmy przez lata pracy z wizytówkami.

Podsumowując, jeżeli chcecie się zajmować wizytówkami, na pewno natychmiast należy zacząć to robić i określić sobie, czy mamy czas na to, żeby robić to regularnie i obserwować, które z naszych działań przynoszą lepsze, a które gorsze efekty. Natomiast jeżeli wiecie, że wizytówka jest wam potrzebna, ale wiecie też, że nie będziecie robić tego ultra regularnie, to zapraszam do współpracy z nami.

Wiesz co, przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz, bo oczywiście zapomniałem zadać pytanie o analitykę, a to jest równie ważne. Czy jest taka możliwość, żebym ja w ogóle sprawdził skuteczność swoich działań i tego, jak, wiesz, to co ja wypełniłem, przekłada się na to, co się dzieje z tą wizytówką? I czy na przykład da się zrobić tak, jak jest Google Search Console, gdzie ja jestem w stanie sprawdzić, co ludzie wyszukują i jak ja się wyświetliłem?

Tak, Google daje możliwość analityki i jest też kilka narzędzi zewnętrznych.

I zaczynając od Google. Samo prowadzenie wizytówki, podstawowe jej statystyki są dostępne w panelu Google My Business. Są to statystyki związane z samą wizytówką oraz też, jak wypada ona na tle konkurencji. Możemy tam, podobnie trochę jak w Google Analytics, określić, w jakim okresie wizytówka wyświetliła ile razy i czy wyświetlała się tylko w mapach i ile razy w mapach, a ile razy w wynikach wyszukiwania w Google, ile osób i jak zachowała się na wizytówce w jakim czasie, to znaczy ile osób po wejściu na wizytówkę kliknęło na przykład w „zadzwoń” czy w „przejdź na stronę”, czy też odpytało o trasę dojazdu. To są takie podstawowe aktywności, które są dla nas istotne. Dodatkowo jeszcze Google daje nam informacje o tym, ile osób wyświetliło zdjęcia na naszej wizytówce.

Gdybym chciał jeszcze sobie trochę poczytać, tak już zbliżając się powoli do końca, poczytać albo poinspirować się, albo zasięgnąć wiedzy, trochę się doszkolić – są jakieś miejsca w Internecie, książki, kursy, video czy inne materiały, które mógłbyś mi polecić?

Polecam nasz blog i nasz profil na Facebook, czy też mojego LinkedIna, gdzie informujemy o bieżących nowościach. Google nie ma też jakichś tutoriali, więc generalnie trzeba troszkę sobie pogrzebać. Ale zapraszam do nas, my wszystko wyjaśnimy.

Przemku, zadam ci pytanie, które zawsze zadaje mojemu gościowi. I to jest takie pytanie zamykające. Gdybyś chciał zostawić słuchacza z jedną radą, hasłem, myślą przewodnią, apelem bądź po prostu taką jedną rzeczą, którą chciałbyś, żeby wyciągnął, słuchając tego odcinka – co byś mu powiedział?

Jako że naszymi słuchaczami są głównie osoby związane z twardą branżą e-Commerce i właściciele sklepów internetowych, czy osoby odpowiedzialne za to, żeby te sklepy konwertowały, chciałem wam powiedzieć, że wizytówki pomogą wam lepiej pozycjonować sklepy internetowe, a przez to sprzedawać więcej. Dodatkowo, patrząc na doświadczenia zagranicznych partnerów, widzimy, że wizytówki niedługo pozwolą sprzedawać towar z waszych sklepów internetowych bez wchodzenia na sklep internetowy. Więc już teraz należy inwestować czas w wizytówki, aby wzmacniać ich ranking i budować ich historię.

Dbajcie o wizytówki, inwestujcie w komentarze, oceny, zbierajcie te oceny i szybko na nie odpowiadajcie.

Super. Przemku, dzięki śliczne za to, że podzieliłeś się dzisiaj tak dużą wiedzą i do usłyszenia następnym razem.

Do usłyszenia, cześć.