008 – SEO w e-Commerce – Jakub Lisiecki

W ósmym odcinku moim gościem był Jakub Lisiecki z wrocławskiej agencji SEO EACTIVE. Kuba podzielił się swoją ekspercką wiedzą w zakresie SEO dla sklepów internetowych. Omówiliśmy między innymi:

  • czy warto nadal inwestować w e-Commerce,
  • kiedy jest dobry moment do rozpoczęcia pracy nad SEO,
  • jakich błędów u podstaw uniknąć,
  • co właściciel sklepu może zrobić we własnym zakresie,
  • jak wybrać agencję,
  • jak wygląda proces współpracy,
  • co się stanie, jeśli zrezygnujesz ze współpracy z agencją.
Listen to „008 – SEO w e-Commerce – Jakub Lisiecki” on Spreaker.

Dodatkowe materiały

Podczas rozmowy Kuba wymienił kilka ciekawych narzędzi:

  1. Senuto (https://www.senuto.com/pl/)
  2. Ahrefs (https://ahrefs.com/pl/)
  3. Screaming Frog (https://www.screamingfrog.co.uk/)

Dodatkowo, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zobacz dodatkowe źródła wiedzy:

  1. blog Moz (https://moz.com/blog)
  2. blog Ahrefs (https://ahrefs.com/blog/)
  3. blog EACTIVE (https://www.eactive.pl/blog/)

Jeśli chciałbyś dopytać Kubę o coś więcej, odwiedź jego profil na LinkedIn:

Jeśli chcesz z kolei posłuchać twórczości Kuby, to jego muzykę znajdziesz tutaj:


Transkrypcja odcinka

Mówi się, że na trzeciej, czwartek i dalszych stronach wyników wyszukiwania można nawet ukryć trupa, bo i tak nikt tam nie wchodzi.

No ale skoro na pierwszej stronie jest tylko kilka miejsc, a chętnych o wiele, wiele więcej – cóż, siłą rzeczy nie każdy się przebije. Co w takim razie odróżnia strony, które są w topie od tych na dalszych stronach? Prawdopodobnie ich właściciele zainwestowali w SEO, czyli optymalizację witryny pod silniki wyszukiwania.

Do dzisiejszego odcinka zaprosiłem Kubę Lisieckiego, z którym omówiłem, jak zabrać się za SEO w sklepie internetowym.

Kuba na co dzień pracuje w agencji SEO EACTIVE i zajmuje się tam strategią SEO. Robi to od dobrych paru lat i naprawdę można domniemywać, że zna się na swojej pracy, bo gdybyś wpisał „SEO” w wyszukiwarce Google, to jego artykuł jest w topie spośród ponad pół miliona wyników. Na mnie robi to wrażenie, a jeżeli na Tobie jeszcze nie, no to wiedz, że Kuba dzielił się też swoją wiedzą na różnych prelekcjach, meetupach, a nawet na Uniwersytecie w Lublinie, jako gościnny wykładowca.

Prywatnie Kuba kompletnie nie zwalnia tempa, bo jak tylko ściąga koszulkę z napisem „SEO jest super” to zamienia się raz w DJ-a, a innym razem w programistę. Na pewno jego twórczość też podlinkuję w notatkach do odcinka, bo jeżeli podoba Ci się intro do podcastu, to myślę, że jego twórczość jest tym, co warto śledzić.

Porozmawiałem sobie z Kubą o tym:

  • jak zabrać się za SEO,
  • czego wymagać od agencji,
  • co można zrobić we własnym zakresie,
  • jak rozliczać pracę,
  • jakich błędów nie popełniać,
  • na co zwrócić szczególną uwagę.

Tyle tytułem wstępu, bez przedłużania zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy z Kubą o SEO w e-Commerce.

Cześć Kuba.

Cześć.

Mam do ciebie dosłownie dwa pytania, zanim przejdziemy do meritum. Jedno będzie prywatne, drugie będzie jako eksperta. I to prywatne brzmi – napisałeś w swoim bio, że jesteś specjalistą ds. SEO, obecnie strategiem, ale w wolnym czasie trochę programujesz, trochę zajmujesz się dj-ką, nawet było to kiedyś prawie że profesjonalne. Powiedz mi, jak łączysz dwie, no uważam, trochę różne dziedziny i skąd się wzięła w ogóle ta dj-ka?

To znaczy, sama dj-ka wzięła się z takiego marzenia, powiedzmy dziecinnego wręcz. Gdzieś tam jako nastolatek, powiedzmy, wymyśliłem sobie, że będę się zajmował muzyką – ogólnie. To się jakimiś różnymi ścieżkami toczyło i w końcu stanęło na muzyce jakiejś tam tanecznej. No i jak miałem, powiedzmy, 18 lat, no to trafiłem do dosyć dużej dyskoteki i udało się tam załapać na rezydenturę. No i później jakby troszeczkę wydawało mi się, że jestem już gwiazdą i gdzieś tam, zamiast iść za ciosem i skorzystać z tego, że miałem jakieś tam referencje w tym temacie, to czekałem tak naprawdę na jakieś propozycje, które same z siebie nie przyszły.

No i jakby gdzieś tam tę swoją szansę przegapiłem, no a później już życie, że tak powiem, musiało się toczyć i jakąś karierę zawodową trzeba było podjąć.

A jeśli chodzi o SEO, to rzeczywiście to był spory przypadek, że akurat trafiłem do tej branży. Właściwie interesowałem się programowaniem, od końcówki studiów zacząłem programować i trafiłem do EACTIVE. W ogóle to jest moja pierwsza praca, od początku swojej kariery zawodowej pracuję w EACTIVE. I tak się stało, że po jakimś początkowym stanowisku web developera, zostałem specjalistą, właściwie od razu koordynatorem małego zespołu SEO i później ekspertem, specjalistą i tak dalej. Także tak to mniej więcej się potoczyło.

Ale muzyka i dj-ka zostały jako hobby. No kto wie, może jeszcze kiedyś coś z tego będzie, ale raczej nie liczę na to.

Jasne. No ja na pewno pozwolę sobie podlinkować twój profil na SoundCloudzie do notatek do odcinka, żeby słuchacze sami mogli ocenić, jak profesjonalne to jest. Ja powiem szczerze – słuchałem, skojarzyło mi się od razu z intro do podcastu, więc mi się po prostu podoba i podejrzewam, że będę do ciebie częściej po prostu zaglądał i czekał na to, jakie będą nowe produkcje. Drugie pytanie, już typowo pod eksperta. Kuba, chciałbym dowiedzieć się od ciebie, jako człowieka, który na pewno śledzi to, jak rozwija się e-Commerce, to jak rozwija się Google i rzeczywiście ten rozwój dzisiaj jest dość dynamiczny. Powiedz mi, tak bardzo ogólnie – co zmieniło się w wyszukiwarkach, powiedzmy w ostatnim roku?

To znaczy, jeśli chodzi o wyszukiwarki, głównie Google interesuje nas na polskim rynku, no to najbardziej dotkliwymi zmianami były update-y w tym roku, nie? Generalnie rzeczywiście były chyba ze cztery takie dotkliwe aktualizacje. No i to powodowało dość duże zamieszanie w wynikach wyszukiwania i dotykało, co ciekawe, rynku e-Commerce. Bo to były teoretycznie aktualizacje, które miały dotyczyć, znowu po raz kolejny, jakichś tematyk powiedzmy takich specjalistycznych, czy medycznych. No ale są sklepy, które mają i zajmują się sprzedażą jakichś specjalistycznych bardziej rzeczy.

I, co ciekawe, właśnie te update-y też dosyć mocno dotykały tego typu serwisów.

No i to jest jeszcze taki dosyć… można tutaj zarzucać Google dziwną politykę, bo wygląda na to, że oni po prostu testują. Że wchodzi jeden update, serwis na przykład ma potężny spadek widoczności w związku z tym potężny spadek ruchu, sprzedaży. Za 2-3 miesiące jest kolejny update, który zupełnie odwraca tę sytuację i wręcz w drugą stronę idzie i pozwala na przykład danemu serwisowi wypłynąć dużo wyżej, niż był przed tym updatem, nie? Więc to jest dosyć nie fair. Nie dotyczy to wielkiego procentu na pewno tego rynku e-Commerce, ale jest niefajne.

W jakim kierunku to w ogóle idzie? No bo mówisz – cztery update, jeden robi „w górę”, drugi robi „w dół”. Myślisz, że to się w końcu, nie wiem, ustabilizuje, czy to się jeszcze bardziej rozhuśta? Ile takich updatów może nas czekać na przykład jeszcze w tym roku? I jest w ogóle, są jakieś plany czy, nie wiem, obwieszczenia, że idą zmiany?

Znaczy, Google w ogóle nie informuje do przodu o zmianach. W ogóle większość z tych update nawet nie była poddawana do jakiejś publicznej informacji. Czyli my po wynikach tak naprawdę widzimy, że coś się zmieniło, a Google ewentualnie od czasu do czasu potwierdza któryś tam z update, tak, że coś miało miejsce rzeczywiście.

Jeśli chodzi o nadchodzący rok (znaczy już obecny rok), no to myślę, że to się nie zmieni. Że będzie jeszcze pewnie tych update co najmniej tyle, co było w zeszłym roku. I myślę, że… mam nadzieję, że w końcu oni dojdą do jakiegoś takiego wniosku, że nie ma sensu aż tak bardzo drastycznie zmieniać tych wyników. Czyli będą one, powiedzmy mniej wyraźne na tych serwisach takich bardziej specjalistycznych. Myślę, że to się po prostu tak wygasi, że już nie będzie takich potężnych zmian, tylko że będą to jakieś drobniejsze korekty.

A jeszcze nawiązując do poprzedniego roku i poprzednich lat, no to, co się zmieniło – no przede wszystkim wyświetlanie reklam i coraz bardziej wyniki te naturalne są spychane coraz dalej. No i rzeczywiście powiem, z jednej strony to utrudnia pracę SEO-wców, ale z drugiej strony dane o ruchu z organica nie wskazują jakiegoś trendu ujemnego, czyli widać, że w związku z tym, że ilość wyszukiwań i ilość użytkowników wyszukiwarki cały czas się zwiększa, no to póki co te wyniki organiczne też gdzieś tam, no, nadal działają i przynoszą ruch na serwisach.

To odpowiada w części na kilka pytań, które dla ciebie dzisiaj przygotowałem, ale do nich jeszcze dojdziemy. Powiedziałeś, że twoja kariera zaczęła się w EACTIVE kilka lat temu i trwa do dzisiaj. Tak króciutko powiedz – czym zajmujesz się w EACTIVE? Jak w ogóle wygląda twoja praca na co dzień. Jak długo to robisz, to już wiem, no bo to było bodajże od 2013 roku, tak?

Mhm, tak, zgadza się.

Ok, w takim razie jak twó dzień w EACTIVE?

Generalnie w tej chwili po przygodach z karierą związaną z bardziej zarządczymi stanowiskami (koordynatora, project managera) postanowiliśmy, że powinienem bardziej zajmować się SEO, bo w tym rzeczywiście jestem dobry i obowiązki, które wiążą się ze stanowiskiem przełożonego, niekoniecznie wymagały moich umiejętności. Dlatego w tej chwili rzeczywiście skupiam się na pracy stratega.

Mój dzień w EACTIVE wygląda tak, że po prostu klienci, z którymi współpracujemy (tacy najbardziej kluczowi klienci), są gdzieś tam pod moją opieką. No i albo dla nich realizuje najbardziej wymagające zadania typowo SEO, czyli jakieś najbardziej skomplikowane audyty, analizy. No i zajmuje się też projektowaniem strategii dla nowych i dla obecnych klientów, czyli tworzymy po prostu propozycje strategii dla potencjalnych klientów no i weryfikuję i tworzę strategię bieżącą dla klientów obecnych.

Czyli tak naprawdę już sam wskazałeś w pewnym sensie, że masz rolę, która sama w sobie jako rola nie wystarczy, żeby skutecznie pozycjonować stronę, no bo zajmujesz się tylko częścią tej pracy. I jest na rynku taki pewien mit, on jest podobny, nawet jeżeli chodzi o wdrożenia sklepów internetowych, że najczęściej do sklepów internetowych wystarczy programista. Prawda jest zupełnie inna, my to też tłumaczymy naszym klientom. Natomiast podobnie jest w SEO – najczęściej w SEO mówi się o tym, że potrzebuje się, nie wiem, specjalisty od SEO, czy też bardziej po polsku – potrzebuje się pozycjonera. Czy to w ogóle jest prawda, że dzisiaj wystarczy jedna osoba do tego, żeby skutecznie pozycjonować strony, czy rzeczywiście jest tak, że bardziej potrzebuje się tych ról więcej, bo na przykład jedna osoba nie ma tyle czasu, albo nie ma tyle kompetencji, żeby to wszystko ogarnąć?

Wiesz, to zależy tak naprawdę. Zależy po prostu, o jakim mówimy poziomie. Czyli jeżeli jesteśmy jakimś początkującym sklepem internetowym, no to nawet pomoc jednej osoby będzie pewnie wystarczająca i będzie jak najbardziej wskazana.

W tej chwili mamy taką sytuację w branży, że wytworzyły się pewne specjalizacje dodatkowe, czyli mamy pozycjonera, specjalistę SEO, ale zazwyczaj jest to dzielone dodatkowo na jakieś podkategorie, czyli specjalista techniczny – osoba, która zajmuje się audytami technicznymi. Mamy rolę osoby bardziej zaawansowanej w contencie, czyli zainteresowanej tworzeniem treści, optymalizacją treści. No i będziemy mieli osobę link buildera, czyli specjalistę od spraw link buildingu, który będzie się zajmował pozyskiwaniem odnośników do serwisu. Każda z tych działek się bardzo mocno w ostatnich latach rozrosła i wymaga rzeczywiście takiej specjalizacji, jeżeli ktoś chce robić coś na pewnego rodzaju wyższym poziomie, to na pewno takie wyspecjalizowanie będzie po prostu konieczne.

Ale to już od kilku lat się dzieje, że idziemy w kierunku specjalizacji i myślę, że większość agencji pomalutku w tym kierunku zmierza.

Dobrze, przejdźmy w takim razie do tematu dzisiejszego odcinka, czyli do SEO w e-Commerce. Ja zacznę trochę może jako adwokat diabła, no bo dość głośno w tamtym roku w okolicach końcówki było o takiej statystyce, którą podało Google, że już ponad 50% wyszukań nie kończy się przeklikiem, czyli mamy już ponad 50% tych tzw. zero click search, czyli mówiąc inaczej – użytkownik znajduje coś bezpośrednio w wyszukiwarce, więc nie klika. Poza tym sam wspomniałeś o tym, że na górze są reklamy, gdzieś tam po drodze jest jeszcze mapa, mogą być wyniki z YouTube i reklama produktowa. Więc tak naprawdę te wyniki organiczne są często poniżej scrolla i tak naprawdę wynik jest całkowicie niewidoczny. No a jak łatwo się domyślić, reklamę można kupić i być w topie już dzisiaj, a SEO jest strategią długofalową. Więc pytanie takie może trochę przekorne – po co mi właściwie SEO, skoro mogę to sobie kupić już dzisiaj?

Może zaczynając od samych wyników wyszukiwania i od tych zero click search. To jest tak, że one często dotyczą rzeczywiście raczej zapytań mało komercyjnych. Jeżeli chodzi o te wyszukiwania, gdzie zostajemy i nie wychodzimy poza wyszukiwarkę, to one nie będą raczej dotyczyły zapytań o produkty. Bo tutaj trudno wyobrazić sobie sytuacje, gdzie nie ma jakiejś interakcji. Nawet jeżeli mówimy o jakiejś interakcji głosowej, musi wystąpić jakieś przejście dalej, musi się coś wydarzyć, żeby chociażby sfinalizować transakcję w przypadku jakichś zapytań komercyjnych.

Więc rzeczywiście powiedzmy te wyniki takie bezpośrednie, które pojawiają się na stronach wyszukiwania, one bardziej trafiają w serwisy informacyjne i bardziej cierpią na tym serwisy, które zarabiają na reklamach u siebie. Póki co, tych branży takich komercyjnych to nie dotyczy aż tak bardzo. Tutaj bardziej tych branż będą dotyczyć reklamy, czyli to, że na początku wyników wyszukiwania mamy Google Shopping i tak dalej.

Więc jak to jest z tym SEO? Rzeczywiście, to już wcześniej wspomniałem, mimo wszystko ruch na witrynach wskazuje na to, że SEO nadal jest mocne i że mimo wszystko finalnie ruch z organica niejednokrotnie jest większy i ma większą konwersję niż na przykład ruch z reklam. Oczywiście to też zależy od branży i od tego, kto prowadzi kampanię reklamową, kto prowadzi kampanię SEO, no ale generalnie nadal te źródła w fajny sposób się uzupełniają i są w stanie generować na pewno równie dobre przynajmniej rezultaty.

Jest taka kwestia, że można wyobrazić sobie sytuację, gdzie chcemy jak najczęściej się pokazywać w tych wynikach. Nie każdy lubi klikać w reklamy, nie każdy lubi scrollować do SERP-ów, więc zakładając, że jesteśmy w jednym i w drugim miejscu, mamy po prostu dużo większą szansę na pozyskanie tego klienta, który dane zapytanie wpisał. Więc na pewno to jest w jakiś sposób uzupełnienie jakiejś strategii reklamowej.

Co do faktu, że trzeba troszeczkę poczekać na efekty. Zazwyczaj, jeżeli kampania SEO jest dobrze prowadzona, to będzie to wyglądało w taki sposób, że finalnie będzie po prostu tańsza. Ten ruch, który pozyskamy z kampanii SEO, oczywiście będzie się trochę rozkręcał i potrzebuje kilku, czasami w zależności od konkurencji i budżetu, ale czasami nawet kilkunastu miesięcy może potrzebować, żeby to zaczęło dobrze sprzedawać. No ale finalnie zazwyczaj wychodzi na to, że to jest po prostu tańsze źródło, niż reklamy.

Więc myślę, że dlatego warto się pozycjonować. Może na początek jako pierwsze działanie, gdzie startuję ze sklepem i w pierwszym dniu chcę, powiedzmy zacząć pozycjonować, to niekoniecznie, bo wiadomo – nie będzie z tego żadnej sprzedaży. Ale w dłuższej perspektywie na pewno SEO jest jednym z fajniejszych źródeł i fajnym uzupełnieniem menu reklamowego.

Czyli tak naprawdę podsumowując – firma, która nie inwestuje w SEO, traci tą przestrzeń na pierwszej stronie, nawet jeżeli jest w reklamach, bo mogłaby być na przykład dwa razy, z drugiej strony traci ten ruch użytkowników, którzy i tak w reklamy nie klikają, bo ich do tego nie przekonują, a z trzeciej strony – nawet jeżeli ruch z reklam jest o wiele większy, to ten ruch z SEO jest po prostu, nazwijmy to, bardziej kaloryczny, tak? Czyli po prostu bardziej konwertuje, więc nawet jeżeli ten ruch z reklam będzie wysoki, no to i tak warto zainwestować, bo ten ruch z SEO będzie po prostu bardziej sprzedawał. Dobrze to zrozumiałem, tak?

Co do tego trzeciego punktu, to zależy od tego, kto tę kampanię prowadzi, ale chyba jednym z kluczowych elementów też jest konkurencyjność oferty, tak? Finalnie to, czy produkt zostanie sprzedany właśnie, chociażby w SERP-ach, bo ludzie, którzy będą szukać w SERP-ach, najpewniej będą szukać po prostu dobrej ceny (ludzie, którzy nie klikną w pierwszy kafelek w shoppingu), będą porównywać te oferty. Więc finalnie zależy mocno od oferty.

Ale jeżeli oferta jest dobra i ktoś mądrze prowadzi te kampanie, to ten ruch rzeczywiście fajnie sprzedaje.

Wspomniałeś o tym, że jeżeli ktoś dopiero rozkręca sprzedaż, to pewnie nie ma sensu może aż tak mocno startować z SEO, bo to się nie przełoży na tę sprzedaż dzisiaj. Czy jest w takim razie, nie wiem, lepszy albo gorszy moment, żeby w ogóle zacząć myśleć o pozycjonowaniu sklepu? Czy to powinno się dziać, nie wiem, równolegle po stracie, czy myśleć o tym jeszcze przed rozpoczęciem sprzedaży, czy myśleć o tym dopiero, jak ta sprzedaż się rozkręci? Czy jest taka, nie wiem, checklista, którą jak już spełniam, to znaczy, że powinienem zacząć się pozycjonować?

To znaczy, ja myślę, że warto właściwie tak naprawdę myśleć o SEO od samego początku, tylko niekoniecznie od razu rzucać się na współpracę na przykład z agencją, tak? Warto pomyśleć o tym przy projektowaniu sklepu, warto pomyśleć o tym przy nie wiem, tworzeniu oferty i opisów produktowych. Więc gdzieś tam z tyłu głowy, jeżeli myślimy poważnie o rozwijaniu swojego e-biznesu, warto mieć od razu SEO. No ale tak jak mówię, SEO od pierwszego dnia, jak wystartujemy ze sklepem, no to nie będzie nam po prostu sprzedawać od razu. Potrzeba trochę czasu, żeby się pojawić w tych wynikach.

Ale szczerze powiedziawszy, jeżeli mamy odpowiedni budżet i działamy gdzieś tam z kampaniami reklamowymi, to mijają dwa-trzy miesiące, jesteśmy dosyć zadowoleni ze sprzedaży i mamy pieniążki, żeby reinwestować w SEO, to jak najbardziej tak. Czyli gdzieś tam, tak jak mówię, nie jako pierwsze źródło na pewno reklam, ale myślę, że jest gdzieś tam u góry listy mimo wszystko.

Jeżeli chodzi o takie rzeczy związane z technologią, czy w ogóle przygotowaniem, bo wspomniałeś o tym, że warto o SEO zacząć myśleć już na etapie projektowania sklepu. Czy są w takim razie jakieś takie błędy, które można popełnić u podstaw, na przykład, nie wiem – zła domena, domena z jakąś niewłaściwą historią, zły silnik sklepu, jakieś błędy techniczne, czyli wszystko to, co spowoduje, że przyjdę do agencji i agencja powie „ooo panie kochany” i się po prostu nie będzie dało?

Tak, oczywiście, są pewne rzeczy, których się po prostu nie powinno robić i tak jak powiedziałeś, na przykład domena właśnie ze złą historią. Jeżeli podoba nam się dana domena ze względu na nazwę, a była wykorzystywana w jakiś taki niecny sposób, czyli do tworzenia jakiegoś spamu, czy była wręcz spamową domeną, to może się po prostu nie udać.

Mieliśmy nawet taki przypadek, bardzo fajny duży sklep z dużym obrotem z dużych źródeł i nie dało się go po prostu wypozycjonować pod tą domeną, bo ona miała bardzo niefajną historię. Więc jak najbardziej tak – zły wybór domeny. Najlepiej, ja zawsze mówię, jeżeli ktoś stoi przed wyborem domeny, zawsze mówię, że trzeba ją sprawdzić we wszystkich możliwych źródłach, czy ona nie była po prostu używana. Najlepiej wybrać domenę, której nikt nigdy nie używał i wtedy jest największa szansa, że tutaj nic się nie wydarzy.

No i drugą kwestią, raczej jeśli chodzi o wybór silnika sklepu, wybór hostingu, wybór dostawcy oprogramowania, to źle się wybrać teoretycznie nie da. Każde rozwiązanie już dzisiaj wspiera w jakiś sposób SEO. Jeśli startujemy w ogóle od zera ze sklepem, nie ma miejsca jakaś migracja, no to tutaj mamy czystą kartę i z kimkolwiek zaczniemy, teoretycznie powinno być ok. Kwestia projektowania samego sklepu – jeżeli popełnimy jakieś błędy w strukturze nawigacji na przykład, no to później może być rzeczywiście nie niewykonalne, ale trzeba będzie się liczyć z jakąś przebudową serwisu. Więc ja uważam, że generalnie warto projektując sklep lub wpadając na jakiś szalony pomysł typu na przykład „rezygnujemy w ogóle ze struktury kategorii, bo będziemy mieli wyszukiwarkę, która po naszych oczach będzie w stanie określić, czego szukamy” to jednak porozmawiałbym na początku z SEOwcem, czy to jest dobry pomysł.

Niestety jest coś takiego, że po prostu takie szablonowe, utarte rozwiązania się sprawdzają zazwyczaj, czyli taka standardowa struktura kategorii, opisy produktowe, standardowe karty produktów i tak dalej – to się po prostu będzie sprawdzać, a rzeczy takie nietypowe raczej wolałbym skonsultować pewnie ze specjalistą SEO.

Ok, czyli mniej szaleństwa, więcej metody, tak?

No dokładnie.

Dobra, powiedzmy, że w takim razie ufam, że inwestycja w SEO jest ok, mój sklep, moja domena są w takiej formie, że rzeczywiście jest sens wystartować. Jako właściciel sklepu, czy powinienem się nastawiać na taką jednorazową walkę, czyli zmęczę się, zrobię to sam, zapłacę agencji, 7 lat w Tybecie i jakoś to będzie i później już mogę odpocząć, bo rzeczywiście jestem w topie i w tym topie będę, będę i będę odcinał kupony, czy raczej to jest tak, że to jest po prostu ciągła walka, ciągłe dokręcanie tego wyniku i tak naprawdę ten budżet, który ja muszę poświęcić na SEO, jest po prostu nieskończony?

Wiesz co, to zależy od ambicji tak naprawdę właściciela sklepu. Czyli czy wystarcza właścicielowi sklepu pewien poziom przychodu z organica, czy wolałby się dalej rozwijać. No bo może być taka sytuacja, że zależy nam na pięciu jakichś najważniejszych frazach, bo one rzeczywiście wybijają się sprzedażowo. To jest coraz rzadsza sytuacja, ale zdarzają się jeszcze nadal takie branże, które mają jakieś takie bardzo definiujące frazy, które rzeczywiście później sprzedają.

No i może się okazać, że ktoś już nie będzie chciał dalej w to inwestować, będzie w topach, a konkurencja dodatkowo na przykład w danym momencie niespecjalnie działa, to wiadomo, że można sobie zrobić jakąś przerwę, czy zatrzymać i przestać pozycjonować. Ale w dzisiejszych warunkach, gdzie mamy zazwyczaj na rynku e-Commerce dosyć sporą konkurencję i tak naprawdę nie mamy górnego limitu ruchu na serwisach, jesteśmy w stanie, jeżeli już nie wiem, wypozycjonujemy wszystkie frazy takie sprzedażowe w naszej branży na jedynki, no to możemy usiąść do jakiegoś długiego ogona, do contentu i tak dalej i tak dalej. Więc ten ruch cały czas da się rozbudowywać, więc tak naprawdę tutaj rzeczywiście mówimy o takiej pewnej nieskończonej walce.

No, chyba że już będziemy mieli jedynki pod każde zapytanie, które użytkownicy wpisują w Google, to spoko.

Ale wtedy chyba ryzykujesz tym, że w momencie, kiedy przerwiesz, to po prostu kiedyś spadniesz, tak?

No tak, tak jasne…

Ktoś w końcu więcej zainwestuje więcej niż ty i po prostu będzie wyżej, tak?

No oczywiście, tak to właśnie wygląda. Najczęściej mamy taką sytuację, że my po prostu walczymy. Że z dnia na dzień po prostu patrzymy, co robi konkurencja i staramy się odpowiadać na to dosłownie. Więc dosyć często tak to wygląda. Coraz rzadziej zdarzają się takie branże, które nie są aż tak bardzo okupowane i łatwo się tam wbić.

Są takie sytuacje, gdzie latami serwis, który był pozycjonowany 5 lat temu, nadal ma jedynkę pod jakieś tam zapytanie, na którym najbardziej mu zależało, no ale dzisiaj konkurencja, zwłaszcza jeśli mówimy o e-Commerce, jest coraz większa i coraz rzadziej się takie sytuacje zdarzają.

Dobrze. Kuba, mówiłeś o tym, że na początku może nie ma sensu wynajmować agencji SEO i to gdzieś tam już zaczyna powoli nas prowadzić do samego procesu. I może rzeczywiście zacznijmy od tego procesu samodzielnego, no bo rzeczywiście jest tak, że często firmy (szczególnie te o mniejszym budżecie) po prostu nie mają tych pieniędzy na SEO, albo są dopiero po wdrożeniu, więc raczej myślą o tym, żeby jak najszybciej odcinać kupony, gdzieś ten sklep musi się zamortyzować, jest jeszcze cały marketing, który trzeba zrobić i tak dalej. Więc SEO często jest, powiedzmy sobie, może nie na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o wydatkowanie i często właściciele zabierają się za to po prostu sami. Ile taki właściciel sklepu może zrobić sam, czy w ogóle własnym sumptem, nie wiem, wykorzystując swoich pracowników. Na co można zwrócić uwagę i jak zacząć tą pracę, która na przykład też później wam ułatwi dalsze działania?

To znaczy tak. Powiem szczerze, że zazwyczaj robiłem już wiele podejść do tego typu porad, gdzie znajomi właściciele sklepów mnie pytali, co mogą sami robić, póki co nie mają budżetu i tak dalej. I zazwyczaj finalnie kończy się na tym, że jak później rozmawiam z tymi ludźmi i pytam ich, czy coś zrobili z tego, co im doradzałem, to zazwyczaj kończy się na tym: „nie, no nie miałem czasu stary, daj spokój, nic nie zrobiłem”, także tak to niestety dosyć często wygląda. Dosyć dużo rzeczywiście jest do zrobienia.

I na tym samym początku zazwyczaj na to już po prostu nie starcza czasu.

Ale jeżeli miałbym coś doradzić, to rzeczywiście trochę w zależności od tego, jaką mamy specyfikę branży, ale na pewno skupiłbym się na pisaniu maksymalnie dobrych opisów produktów i unikalnych opisów produktów. Tak jak mówię, jeżeli mamy branżę, która powiedzmy, jest bardziej nastawiona na te frazy produktowe, czyli mamy produkty, które są po prostu bezpośrednio wyszukiwane po nazwie w Google, to tym bardziej bym parł na to, żeby te dobre opisy pisać. Dobre opisy w kategoriach no i powiedzmy jakaś fajna struktura, przemyślana struktura serwisu. To powinno na początek wystarczyć.

Jeżeli sklep jest dobrze zaprojektowany, dobrze poskładany do kupy no to są takie rzeczy, na które na początku na pewno warto zwrócić uwagę. Ale tak jak mówię, zazwyczaj jak rozmawiam później z takimi ludźmi, którzy o taką radę mnie pytali, to kończy się na tym, że albo to zlecili już komuś, albo rzeczywiście już finalnie szukają współpracy z agencją, bo po prostu na to zabrakło czasu.

Ok, czyli rada numer jeden – zacząć to robić po prostu, bo to jest największy problem. I rada numer dwa – zainwestować tak naprawdę w content produktowy, czy w ogóle w bogaty content na sklepie. A są takie inne elementy, poza kartą produktu, albo może w samej karcie produktu jest coś takiego, na co warto zwrócić szczególnie uwagę, że to koniecznie musi być dopieszczone, na przykład, nie wiem, tytuły zdjęć albo opis musi być dłuższy niż 20 000 znaków, musi być nasycony słowami kluczowymi? Różne czary się czyta w internetach i różne rady są. One często są podobne, natomiast jedne są bardziej wyśrubowane, drugie mniej, jedne mówią o karcie produktu, drugie mówią o kategorii, o stronie głównej. Ciężko się w tym wszystkim połapać. Czy jest coś takiego naprawdę szczególnego jednego, na co powinienem zwrócić uwagę?

Oprócz samej zawartości i tego, że ta zawartość powinna być po prostu dobrze napisana, na pewno warto zwrócić uwagę jeszcze na nagłówki i tytuły. Jeżeli mówimy o kartach produktowych, to zazwyczaj tym nagłówkiem i tytułem będzie po prostu nazwa produktu, no ale warto, żeby było to w jakiś techniczny sposób też dobrze zrobiony, żeby to był nagłówek H1 poprawny, żeby tam nie było jakichś udziwnień specjalnych, bo coraz częściej w projektach sklepów zdarzają się jakieś dziwne rzeczy. Widziałem już kilkukrotnie nawet sklepy, które w jakiś fajny sposób eksponowały zdjęcia na pierwszym ekranie, nagłówka w ogóle na przykład nie ma, bo tak sobie wymyślił projektant. Więc na pewno na to bym zwrócił uwagę.

Im bardziej dopracowana karta produktu, czyli im bardziej powiedzmy w jakiś sposób multimedialna, możemy dodać na przykład jakieś video, możemy dodać zdjęcia i tak dalej. Im bardziej ona przyciąga użytkowników, tym ona jest też lepsza dla Google. Ja szczerze powiedziawszy, dużo rzeczy widziałem, że tak powiem, w tej branży, na tyle, że wkręcanie się w jakieś powiedzmy bardziej techniczne sprawy, zwłaszcza na początku, to jest coś, co można sobie zostawić po prostu na później.

Więc rzeczywiście skupmy się na tym, co będzie fajne dla użytkownika. Jeżeli stworzymy fajną kartę produktu, która będzie spełniać oczekiwania użytkownika, w fajny sposób informować o tym, jaki jest dany produkt no i dodatkowo ten opis będzie unikatowy, to moim zdaniem to jest droga i to powinno w jakiś sposób spełniać też oczekiwania Google.

To nas tak naprawdę prowadzi do dalszego kroku w procesie, który dla niektórych, z tego, co mówisz, zaczyna się już podczas pierwszych prób, bo im nie starcza czasu albo chęci, albo zaangażowania, no a dla niektórych firm to jest po troszeczkę dłuższym czasie, ale wszystko sprowadza się do tego, że w pewnym momencie trafia się sytuacja, że człowiek się napoci, ubrudzi po łokcie, naszlifuje tę stronę, no ale wyżej już nie będzie, z jakichś różnych powodów. I to jest prawdopodobnie ten moment, że warto zaufać agencji takiej jak wasza. Natomiast znowu trochę wystąpię tutaj w roli adwokata diabła i powiem, że takich agencji SEO, jak wy, jest cała masa. Podejrzewam, że jakbym wpisał w Google „agencja SEO” albo „pozycjonowanie stron internetowych”, no to ciężko się będzie w tym wszystkim połapać. Każda agencja mówi, że robi to najlepiej, każda prawdopodobnie zrobi mi taki audyt, że z jednej strony się przerażę, z drugiej strony, no siłą rzeczy im zaufam, no bo są bohaterami, którzy mi to wszystko poprawią no i nie ma się co oszukiwać, że opinie o agencjach i w ogóle o pozycjonowaniu są różne. Głównie dlatego, że samo pozycjonowanie niesie za sobą dość dużo elementu zaufania, no bo często tak jak mówisz – te wyniki są dopiero po pół roku, po dziewięciu miesiącach, po piętnastu miesiącach w skrajnych przypadkach. No a wybrać muszę już dzisiaj, więc czym powinienem się sugerować przy wyborze agencji, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście z grubsza każda powie mi to praktycznie to samo i każda ma podobny rodzaj usług?

Ja bym chyba zwrócił najbardziej uwagę na dwie rzeczy.

Pierwszą sprawą, zwróciłbym uwagę na współprace, którymi agencja się chwali. Nie wiem ile razy, naprawdę setki chyba razy myślę, przeglądałem oferty jakichś agencji konkurencyjnych, gdzie oni mają jakieś loga na stronie i chwalą się współpracą z kimś tam w zakresie SEO, po czym wchodzimy sobie w Senuto, które pozwala sprawdzić, jak to rzeczywiście wygląda i tam się okazuje, że nie mają się specjalnie czym pochwalić. Więc na pewno na to warto zwrócić uwagę, czym rzeczywiście agencja się chwali i co pokazuje na swojej stronie, bo to w łatwy sposób można tak wstępnie sobie zweryfikować, czy mówimy o kimś, kto rzeczywiście jest kompetentny i pokazuje loga firm, z których rzeczywiście jest zadowolony, a nie tylko dlatego, że to jest, powiedzmy jakaś znana marka, więc pokazuje logo na stronie.

No i druga sprawa – ja uważam, że… znaczy, nikt nie jest wszechwiedzący. Może się okazać, że pójdziemy do obiektywnie najlepszej agencji na rynku. Gdybyśmy zrobili turniej agencji SEO, okazuje się, że będzie jakaś jedna agencja, która jest najlepsza w jakiś sposób (nie wiem, jak to zmierzyć), ale finalnie może się okazać, że ta najlepsza akurat w danym przypadku po prostu nie zadziała i się okaże, że nie sprosta oczekiwaniom i tak dalej. Więc to nie jest tak, że ktoś jest wszechwiedzący i nie jest tak, że każdy jest w stanie każdy serwis wypozycjonować.

Więc moim zdaniem powinno tutaj pojawić się pytanie o to „jaki macie pomysł na nas”, czyli pytanie do agencji, „co chcecie zrobić i co chcecie osiągnąć” i może, jeżeli ktoś już trochę się zna i trochę to SEO sam przycisnął, zapytać o to, co konkretnie dana agencja planuje zrobić. I jeżeli ten pomysł jakoś przekona właściciela sklepu, no to to jest, myślę dobry czynnik do podjęcia współpracy.

No i musi być pewna chemia, że tak powiem. Musi być taka z dwóch stron chęć widoczna do tego, żeby zrobić coś fajnego z danym serwisem. Myślę, że to są takie dwa podstawowe kryteria, którymi warto się kierować przy wyborze.

A jeżeli chodzi o współpracę z konkurencją? U nas się często zapytanie pojawia. Jedni się cieszą, że pracujemy z konkurencją, no bo wtedy liczą na to, że my, nie wiem, jakiś transfer wiedzy zrobimy, może transfer rozwiązań. Oczywiście to się nie dzieje, ale są takie firmy, które w ten sposób myślą, w ogóle szukając agencji. Drugie boją się współpracy z firmą, która pracuje dla konkurencji jak ognia, jakby z drugiej strony, no bo boją się, że będzie ten transfer wiedzy, ale nie w tym kierunku, co trzeba. To znaczy, kierunek będzie dobry, ale wektor będzie miał nie ten zwrot. Jak to wygląda u was? Czy jeżeli wy pracujecie z konkurencją, to to jest dobrze, że ja z wami pracuję, czy to jest tak, że wy będziecie tak naprawdę dwie firmy na te same frazy, no i koniec końców żadna nie będzie zadowolona?

To jest dosyć trudne pytanie, bo tutaj znowu ciężko znaleźć jakąś taką jednoznaczną odpowiedź.

Jeżeli mamy taką prostą branżę, gdzie są jakieś proste zasady, gdzie mamy top10 i tam jest w dziesiątce dziesięć sklepów internetowych podobnych do siebie, to ta wiedza pozyskana przy pozycjonowaniu jednego z tych serwisów rzeczywiście może się przydać i się obronić i finalnie agencja będzie się biła sama ze sobą, ale de facto będzie się biła o wyniki, które będą i tak przynosiły ruch dla jednej i drugiej firmy. Więc to może się rzeczywiście okazać korzystne.

No ale dzisiaj bardzo rzadko się zdarza tak, że w wynikach wyszukiwania mamy jakiś jeden określony typ serwisów. Więc może się okazać, że to, że udało się na przykład jeden sklep internetowy w danej niszy wypozycjonować danej agencji, może okazać się, że jak pójdą tą samą ścieżką, to drugi raz się to po prostu nie uda, bo Google będzie oczekiwał czegoś innego, a nie kopiowania w jakiś sposób tych samych działań.

Więc jeżeli mamy bardzo określoną branżę i bardzo mocno idącą w ten e-Commerce, gdzie te wyniki są rzeczywiście tylko i wyłącznie e-Commerce, to być może to jest dobry pomysł, ale świeże spojrzenie czasami się lepiej sprawdza moim zdaniem.

Czy taka agencja, jeżeli już z nią podpiszę umowę, zabierze ze mnie wszystkie możliwe obowiązki, które dotyczą pozycjonowania, czy to raczej jest tak, że ona będzie mnie po prostu lepiej motywować, niż sam bym się zmotywował, ale będę musiał coś jeszcze dla niej zrobić?

Dosyć często (u nas przynajmniej) zdarzają się takie sytuacje, gdzie klient przychodzi i mówi „dobra, weźcie to SEO ode mnie, jak nie o tym słyszeć, tylko mi pokażcie wyniki później”. Więc my wychodzimy naprzeciw i realizujemy tego typu projekty, ale zazwyczaj wiem, że taka współpraca finalnie… no, to zależy. Jeżeli uda nam się jakieś spektakularne efekty uzyskać w szybkim czasie, to ona się będzie układać. Ale jeżeli to będzie trochę bardziej trudny temat i będzie to wymagało jakiegoś porozumienia, czy zrozumienia z drugiej strony, no to zazwyczaj taka współpraca nie potrwa zbyt długo, jeżeli będzie tego typu podejście.

Ja jestem tego zdania, że współpraca musi być na takim poziomie, powiedzmy jakichś celów biznesowych przede wszystkim. Czyli my musimy się z jednej i z drugiej strony jak najczęściej komunikować, żeby rozumieć swoje potrzeby wzajemnie. I to jest rzecz, na którą moim zdaniem właściciele powinni się przygotować, czy osoby, które będą się zajmowały współpracą z agencją. Na to, żeby sprawnie i szybko się komunikować po prostu ze sobą, bo i jedna i druga strona lepiej się będzie rozumiała wtedy i lepiej po prostu, moim zdaniem ta kampania się sprawdza. I tak w naszym przypadku, to chyba 100 na 100 przypadków się potwierdza – jeżeli jest współpraca taka obustronna i można liczyć na wsparcie i wiedzę klienta w tematach takich biznesowych, to wtedy zazwyczaj idzie lepiej. Ale jeżeli jest takie zapotrzebowanie na to, żebyśmy my to po prostu przejęli w całości, no to też jest taka możliwość. I dużo agencji coś takiego świadczy, że bierze na siebie wszystko, łącznie z wdrożeniem później zmian na serwisie i tak dalej.

No ale mówię – jeżeli nie ma wystarczającego szczęścia, to tego typu współpraca raczej nie jest skazana na jakiś super sukces.

Powiedziałeś o tej współpracy na płaszczyźnie biznesowej, no ale jest jeszcze ta część techniczna i może troszeczkę rozwinę – najczęściej przy dużych wdrożeniach, tam, gdzie pracuje jakiś software house, jest tak, że tam jest jakiś określony przepływ pracy, tam jest zespół, który ten sklep rozwija. Z drugiej strony, po stronie sklepu są ludzie, którzy robią zdjęcia, te zdjęcia wrzucają, czymś tam zarządzają i generalnie, no nie każdy software house zgodzi się na to, żeby na przykład mieszać mu w plikach bezpośrednio na serwerze, no bo to już w ogóle byłoby jakieś paskudne. Z drugiej strony moglibyście dostać dostęp do repozytorium i gdzieś tam pracować, ale to wymaga jakiejś tam komunikacji już nawet trochę trójstronnej, no bo właściciel na pewno nie będzie wam tłumaczył, jak wygląda praca z Gitem, którą wykonuje software house. No i jest nawet właśnie kwestia tych zdjęć, że ktoś te zdjęcia zrobi, ktoś je wrzuci, okaże się, że zdjęcia mają złą nazwę, trzeba tą nazwę zmienić. I pytanie – jak wy się w to wszystko wpinacie? Wy bardziej to konsultujecie, bardziej wolicie, żeby, nie wiem – te zdjęcia przyszły do was i wy je wrzucicie? Bo jeżeli będzie tak, że nie wiem, ja będę za każdym razem wrzucał o nazwie „1”, „2”, „3”, „4”, a wy za każdym razem będziecie mi to poprawiać na „SKU-1”, „SKU-2”, czy jakakolwiek inna strategia, jaką obierzecie, no to tak naprawdę wszyscy wykonujemy za dużo pracy i to się cały czas powiela. Jeżeli tych produktów jest dużo, no to to jest praktycznie cały czas. To samo dotyczy z resztą software house. Jeżeli my byśmy coś robili cały czas, no to pytanie, czy wy po nas poprawiacie, czy wy nam raz mówicie, jak to zrobić dobrze, czy wy to robicie po prostu za nas, a my po prostu sprawdzamy, czy to jest jakościowe i się spina z naszym przepływem pracy?

Jeśli chodzi o materiały, które są tworzone przez klienta, czyli na przykład te zdjęcia i nazwy zdjęć, czy nie wiem, rozmiary też, bo podlegają jakimś tam wskazówkom, to przy takich większych wdrożeniach zazwyczaj staramy się po prostu przeprowadzić szkolenie u klienta. Jedziemy sobie na jakieś szkolenie i pokazujemy, jak dane rzeczy powinny wyglądać i to się sprawdza. Zazwyczaj, jeżeli klient ma jakiś w miarę odpowiedzialny zespół, który czuje, że to jest coś ważnego, no to się będzie sprawdzało i to będzie działać na przyszłość. Więc tego typu rzeczy, na przykład tworzenie treści po stronie klienta i jakieś wskazówki optymalizacyjne, czy właśnie zdjęcia i tak dalej, no to to jesteśmy w stanie przekazać klientowi, żeby on to sam rzeczywiście wykonywał.

Jeśli chodzi o współpracę z software housami, to my zazwyczaj próbujemy zrealizować to w taki sposób: w pierwszym kroku mówimy „dobra, to my wam dajemy rekomendacje, wy wprowadzacie i zobaczymy, jak to pójdzie”. Jeżeli jest coś takiego, że nagminnie się zdarzają, nie wiem, długie czasy oczekiwania albo w ogóle jest problem z jakąś komunikacją i się nie rozumiemy, to będziemy szukać jakiegoś innego rozwiązania. Czy to dostęp do repozytorium i próba, po prostu samemu wprowadzanie zmian na repozytorium, czy wręcz zdarzało nam się nawet przy dosyć dużych wdrożeniach w ogóle przejąć całkowicie realizację wszystkich zadań związanych z developerką. Więc nawet do takich rzeczy dochodzi.

No, ale to jakby wiadomo, jeżeli ktoś jest kompetentny po drugiej stronie, to zazwyczaj na tym pierwszym kroku się po prostu kończy. Jest fajna komunikacja, wszystko działa i jesteśmy zadowoleni z obu stron, a właściwie z trzech stron, z tego, jak to idzie.

No ale mówię, są też inne drogi, my jesteśmy w stanie tak naprawdę sprostać tutaj każdej możliwości.

Jakie cele powinienem wam w ogóle postawić? No bo z tego, co mówisz, tej pracy jest dość dużo, wyniki są późno, wybrać agencję jest trudno, a jakoś trzeba to wszystko kiedyś tam rozliczyć. I po pierwsze, nie chciałbym, żeby to było tak, że agencja mówi, że jest ok i ja w to wierzę. Wydaje mi się, że da się zawsze tak Excela pokazać, żeby wyglądało, że idzie ok. Natomiast chciałbym móc jakoś tak, no może nie zero-jedynkowo, ale przynajmniej z dużym prawdopodobieństwem sam ocenić, jak to wszystko wygląda, jak ta współpraca idzie, czy ta agencja osiąga moje cele. I pierwsze pytanie – jakie te cele powinny być? I drugie – na ile ja będę mógł to sam sprawdzić i sam ocenić i po jakim czasie, czy tej agencji idzie dobrze?

Tutaj jakiegoś procentu wzrostu oczekiwanego albo coś takiego, to nie da się wyznaczyć, bo to jest bardzo indywidualna sprawa.

Ważne, żeby ten cel był w miarę realistyczny i w miarę na danych okres czasu optymalny. Możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że przychodzi klient i mówi, że chciałby na przykład trzykrotnie zwiększyć sprzedaż z wyników organicznych w przeciągu, nie wiem, powiedzmy roku. No i my patrzymy na wyniki wyszukiwania, okazuje się, że rzeczywiście serwis jest w jakimś tam dosyć niskim położeniu, konkurencja nie jest jakaś silna i będzie w stanie to bez problemu zrealizować nawet w krótszym okresie czasu. No a z drugiej strony przychodzi do nas serwis, który jest gdzieś tam w topie i jest jednym z najmocniejszych serwisów w branży i mówi nam, że też by chciał trzykrotnie zwiększyć sprzedaż z wyników organicznych.

Więc tutaj trzeba wyważyć i przede wszystkim trzeba się dogadać z obu stron, co będzie jakimś tam kluczowym wyznacznikiem postępu we współpracy. Ja jestem raczej za tym, żeby to rzeczywiście były wskaźniki sprzedażowe, bo bardzo często jest taka sytuacja, już mnóstwo razy się zdarzało, że na przykład umawiamy się z klientem, że naszym wskaźnikiem będzie ruch, a potem klient po jakimś okresie współpracy mówi „no dobra, ruch robicie, ale to nie sprzedaje”, no ale kurcze, dlatego się umawialiśmy na ruch jako wskaźnik.

Więc ja jestem raczej za tym i będę przekonywał, że tutaj powinniśmy mówić o konwersji bezpośrednio i to powinien być jakiś kluczowy wskaźnik.

No i on powinien być przede wszystkim biznesowo uzasadniony dla klienta. Czyli klient powinien się zastanowić, czego on oczekuje. Na przykład, czego łącznie oczekuje po swojej sprzedaży w ciągu, powiedzmy, roku. Jaki powinien się pojawić wzrost i jaki w związku z tym procent tego wzrostu powinien wygenerować organic.

Myślę, że w ten sposób, ale trudno mi jakieś trochę bardziej uniwersalne wskazówki tutaj powiedzieć, no bo to jest zawsze indywidualna sprawa.

Czy takie rzeczy, o których mówisz, da się sprawdzić samemu? Na przykład w Google Analytics tak to skonfigurować, żebym ja jednoznacznie był w stanie stwierdzić „ok, sprzedaż mi z organica rośnie, konwersja mi z organica rośnie, procent odrzuceń mi z organica maleje”?

Tak, znaczy, generalnie w Analayticsie jesteśmy w stanie dużą część z tych rzeczy zweryfikować. Jest jedno małe „ale” – jeżeli bardzo mocno pracujemy nad swoim brandem, to organic też będzie się zwiększał brandowo. Czyli będzie więcej ruchu, który będzie wchodził po prostu po wyszukiwaniach nazwy naszego sklepu. No i może się okazać, że to będzie w jakiś sposób zaburzać dane w Analytics, bo będziemy widzieć duży wzrost sprzedaży, a później jak sobie spojrzymy w Google Search Console, to się okaże, że wyniki niebrandowe nie rosną, a po prostu rośnie nasz brand i jest coraz więcej wejść po nazwie naszego sklepu.

Więc to dodatkowo warto właśnie zweryfikować, czy widać wzrost zapytań niebrandowych. Jeżeli te dwie rzeczy ze sobą porównamy, czyli wzrost konwersji z wyników organicznych w Analytics koreluje z wzrostem zapytań brandowych, no to wtedy mamy sporą pewność, że najpewniej właśnie tak jest, że to agencja SEO odpowiada za ten wynik.

Kiedy powinienem w ogóle dokonywać pierwszych weryfikacji? No bo rozumiem, że po tygodniu pewnie nie ma to większego sensu, po miesiącu… może trochę. Ale kiedy jest taki moment, w którym faktycznie warto zrobić sobie taki rachunek sumienia i zadać sobie pytanie, czy ja odpowiednio wydaje swoje pieniądze?

Znaczy, myślę, że to agencja trochę powinna ten termin nakreślić, czy powiedzieć „dobra, w waszym przypadku to my przy tym budżecie będziemy przez rok audyt robić” na przykład, bo nic nie wprowadzicie do tego czasu na serwis. Może się zdarzyć taka sytuacja. No oczywiście to taka jakiś ekstremalny przykład, ale może się tak zdarzyć. Ale szczerze nie wiem, jeżeli agencja powie, że potrzebuje na to więcej, niż dwa lata, no to wtedy trzeba się zastanowić. No bo to też będzie średnio biznesowo uzasadnione co miesiąc płacić i czekać na efekt dwa lata, tak?

My zazwyczaj mówimy naszym klientom, że między trzy miesiące a siedem miesięcy, gdzieś w tej granicy już powinno coś być zacząć widać, już będziemy po audycie, coś już będzie wprowadzone na serwisie, pojawią się już jakieś treści, linki i tak dalej i to już gdzieś tam powinno zacząć procentować. Więc, powiedzmy między te trzy a siedem miesięcy, to jest taki okres startowy.

No ale mówię, to jest indywidualna sprawa i jest mocno uzależniona od tego, co też w przeszłości klient ze swoim serwisem robił.

Mija pół roku, czy tam ileś czasu, na który się umówiłem z agencją. Teoretycznie idzie dobrze, no ale z drugiej strony, nie wiem, mogłoby iść lepiej, nie dogadujemy się, jestem po prostu niezadowolony z jakiegoś powodu. No i często i myślę, że potwierdzisz, że takie ruchy między agencjami się zdarzają. Do was pewnie też przychodzą firmy od konkurencji. Gdybym chciał zmienić agencję na inną, to jakie jest ryzyko, że ja stracę to, co ta agencja wypracowała?

Tutaj są dwa zagadnienia do poruszenia.

Pierwsze – jaka umowa funkcjonuje między nami a agencją, z którą aktualnie współpracujemy. Czyli, czy na przykład, nie wiem, agencja korzystała z jakichś zaplecz w przypadku link buildingu i po prostu te zaplecza zabiera ze sobą w momencie rozwiązania umowy. Bo jeżeli była taka sytuacja, to warto na to zwrócić uwagę. Dzisiaj coraz rzadziej się takie rzeczy dzieją. Coraz więcej agencji, że tak powiem, to co sprzedała, już jakby zostawia klientowi. Ale to nie jest jeszcze całkiem oczywiste.

Więc jeżeli mamy pewność, że agencja, z którą się rozstajemy, zostawia nam wszystko, co dla nas do tej pory wypracowała, no to powiedzmy, ryzyka spadków w wyniku zaprzestania działań nie powinno być. Nie powinno przynajmniej być jakieś duże. Powinniśmy się po prostu zatrzymać w rozwoju, po jakimś oczywiście okresie czasu.

Jakie jest ryzyko, że druga agencja zepsuje to, co tamta agencja wypracowała wcześniej? Właściwie, jeżeli mówimy o kimś kompetentnym, kto na rynku już pracuje kilka lat, to nie powinno być takiej sytuacji, że przyjdzie agencja i zacznie zmieniać wszystko, bo akurat stwierdzi, że strategia była jakaś nie do końca dopracowana i w ten sposób popsuje wyniki. Raczej taka sytuacja nie powinna się zdarzyć, więc myślę, że tutaj ryzyko jest niewielkie.

Istnieje pewna dodatkowa kwestia, czyli to, ile czasu współpracowaliśmy z daną agencją i na ile ona już się wdrożyła w dany projekt. Bo może się okazać, że ok, jesteśmy średnio zadowoleni z wyniku, bo na przykład coś się tam poprawiło, ale nie miało to wpływu na sprzedaż, ale agencja potrzebowała, nie wiem, pół roku na to, czy więcej czasu, żeby się wdrożyć w ten serwis i teraz już by mogła zacząć rzeczywiście te efekty generować. Bo okazało się, że to była jakaś specyficzna sytuacja, konkurencja i tak dalej.

No i teraz przechodząc do innej agencji istnieje ryzyko, że teraz kolejna agencja znowu będzie potrzebowała pół roku, żeby się wdrożyć, bo znowu napotka te same przeszkody i problemy, no i po prostu też nie będziemy do końca zadowoleni z tej sytuacji finalnie.

Ryzyko jest, ale jeżeli rzeczywiście jesteśmy średnio zadowoleni, to przede wszystkim nie ma też tej chemii i nie ma tej współpracy dobrej, to jednak chyba warto taką decyzję czasami podjąć.

Jakbyś mógł jeszcze rozwinąć temat tych zaplecz, bo powiedziałeś, że jeżeli agencja, nie wiem, linkowała ze swoich zaplecz czy w ogóle używała jakichś swoich narzędzi, to to może, mówiąc kolokwialnie, popłynąć razem z tą agencją. Czy to jest coś, na co w ogóle warto zwrócić uwagę, czyli nie wiem, to powinien być jeden z tematów, które ja powinienem poruszyć z agencją, czy ona robi to na jakichś swoich narzędziach? Gdybyś w ogóle mógł powiedzieć, o co chodzi z tymi zapleczami, bo myślę, że też nie wszyscy będą to rozumieli.

W branży SEO istnieje taka działka tworzenia stron internetowych, które mają służyć tylko i wyłącznie poprawianiu pozycji w wynikach wyszukiwania.

Skąd to się bierze? Linki, czyli, jeżeli mamy w Internecie link do naszej strony, on w większości przypadków zdecydowanej będzie miał znaczenie dla Google w kontekście późniejszej pozycji serwisu. Czyli jeżeli ktoś nas „poleca”, czyli podlinkowuje ze swojej strony, to Google traktuje to jako sygnał, że dana strona jest popularna i warto w związku z tym pokazywać ją wyżej w wynikach wyszukiwania.

Przez lata w branży SEO te mechanizmy były dosyć mocno nadużywane, czyli ludzie jak się dowiedzieli o tym, że linki poprawiają pozycję serwisów, to zaczęła się taka historia, że SEO-wcy stworzyli drugi Internet na swoje potrzeby dosłownie. Tak to wyglądało, można wierzyć albo nie, ale jak ja gdzieś tam zaczynałem w tych czasach, kiedy jeszcze tak się działo i naprawdę to było tak, że istniał po prostu drugi Internet, który był napisany językiem robotów i tak dalej. I zaczęli po prostu bardzo mocno wykorzystywać te zaplecza do tego, żeby te pozycje poprawiać.

Google zaczęło walczyć od pewnego momentu z tym procederem. No i udało się doprowadzić do takiej sytuacji, gdzie rzeczywiście słabiutkie zaplecze nie działa zazwyczaj. Czyli jeżeli to jest jakaś słaba domena z tekstami napisanymi właśnie w jakiś sposób automatyczny i tak dalej, to to po prostu zostanie zupełnie pominięte w Google najpewniej.

Ale w międzyczasie wytworzyła się też taka sfera związana z dobrymi zapleczami, czyli SEO-wcy tworzą dobre serwisy internetowe, z fajnym contentem i nie wiem, pozycjonują je dodatkowo i pozyskują na nie ruch i tak dalej. I finalnie cel jest ten sam, żeby pozyskać link do swojego klienta z takiego serwisu, no tylko, że ten serwis jest po prostu prawdziwym, żyjącym serwisem.

No i może się zdarzyć taka sytuacja, że dana agencja w momencie rozwiązania współpracy po prostu te linki z serwisów, których agencja jest właścicielem, zostaną zdjęte, czyli zostaną po prostu usunięte. Więc te sygnały pozytywne rankingowe, które są przekazywane z tych serwisów do strony klienta, no po prostu znikną i to się będzie wiązało z jakimś prawdopodobieństwem spadków.

Da się przed tym jakoś zabezpieczyć?

Zabezpieczeniem jest dobre przeczytanie umowy na początku współpracy. Takie zapisy, tak jak mówię, już coraz rzadziej się zdarzają, dzisiaj raczej to nie jest już regułą, kiedyś to było, myślę, że pewnie 90% na rynku umów miało takie zapisy, że takie coś się wydarzy. Dzisiaj to już raczej się nie zdarza tak często, no ale po prostu trzeba spojrzeć, czy coś takiego mamy w umowie. Jeżeli umowa mimo wszystko jest dla nas korzystna, to się trzeba liczyć ewentualnie z tym ryzykiem przy potencjalnej zmianie agencji.

Czyli tak naprawdę warto po prostu to zweryfikować, ale rozumiem, że nie ma powodu, o ile umowa będzie dobrze skonstruowana, to nie ma powodu bać się agencji, która korzysta z tych swoich zaplecz, tak?

No generalnie, jeżeli ktoś to robi dobrze, no to nie, ale nie ukrywajmy – zdarzają się też agencje, które te zaplecza mają nieciekawe i są, powiedzmy jeszcze jakimś takim spamowym tworem. No, ale zazwyczaj, powiedzmy, raczej dzisiaj nie powinniśmy odczuć przynajmniej szkodliwego jakiegoś wpływu tych zaplecz. Google sobie na tyle radzi z takimi spamowymi miejscówkami, że po prostu one nie nic nie dadzą. Zwyczajnie będziemy podlinkowani z miejsc, które nie przekazują nam żadnego sygnału rankingowego, a nie powinno to być raczej już sygnałem negatywnym w dzisiejszych czasach.

Kuba, ostatnie pytanie techniczne. Ono zawsze wynika z tego, że ja na przykład osobiście i wiem, że wielu ludzi też tak ma, średnio lubimy zlecać prace, co do których nie umiemy ich zweryfikować, średnio się na nich znamy i najczęściej warto sobie coś doczytać, czasami coś podłubać samemu, jeśli starczy czasu i zaangażowania. I pytanie brzmi – jakie narzędzia, serwisy internetowe, może kursy, poleciłbyś takiej osobie, która chce po prostu lepiej rozumieć, jak pracować z agencją albo część rzeczy zrobić samemu no i po prostu się doszkolić. Czy są takie, nie wiem, zestawy narzędzi, z których ty korzystasz na co dzień, są jakieś blogi, które regularnie czytujesz, żeby być na bieżąco?

Powiem ci szczerze, że nawet nie czuję się do końca kompetentny, żeby dobrze odpowiedzieć na to pytanie z takiego powodu, że moja wiedza gdzieś tam jest, powiedzmy, typowo praktyczna i nabyta przez kilka lat i gdzieś tam wynika z tego, że po prostu to robię na co dzień. I szczerze powiem, że trudno mi jest powiedzieć, czy coś będzie dla kogoś dobre, bo każdy też w inny sposób się uczy.

Jedyne, co słyszę, że jest fajne, od młodszych specjalistów, to wiem, że sprawdzają się i fajnie pomagają w takich pierwszych krokach jakieś kursy, na przykład na Udemy i w tego typu miejscach, czyli takie video kursy.

Jeśli chodzi o wiedzę branżową, to ja generalnie chyba regularnie czytuję dwa blogi. To jest blog moz.com i tam rzeczywiście, znaczy, powiem szczerze, że tam dla takiego specjalisty z małym stażem no to tam za dużo ciekawych informacji nie ma. Tam jest natłok takich informacji już bardzo specjalistycznych. Mamy też blog, który bardzo lubię – blog Ahrefsa, ahrefs.com. Tam jest trochę więcej na pewno takich rzeczy, które mogą potencjalnie zainteresować osoby, które gdzieś dopiero się uczą.

Ale myślę, że chyba najfajniejszym sposobem rzeczywiście nauki SEO… znaczy, ja propaguję taki sposób i jak miałem okazję gdzieś tam, powiedzmy, karierę dydaktyczną delikatnie rozwijać, to zawsze też starałem się to przekazywać, chociaż suma summarum wiem, że nie po prostu nie każdy tak lubi. Ale dla mnie zawsze praktyka jest jakby najlepszym rodzajem nauki. Więc jeżeli weźmiemy sobie i mamy takie możliwości i mamy chwilę czasu, no to najlepiej sobie po prostu postawić nawet dodatkowy jakiś serwis, nie wiem, na WordPressie, przeczytać jakiś najprostszy tutorial z Internetu i przetestować to, co sobie przeczytaliśmy w Internecie.

Taka wiedza praktyczna daje chyba największe, mimo wszystko, obycie. A obsługa WordPressa nie powinna sprawić problemu nawet jakiemuś laikowi w takich bardziej technicznych tematach. Ale z tego, co słyszę i ludzie bardzo sobie chwalą właśnie jakieś takie video kursy, typu Udemy i tak dalej.

A jeżeli chodzi o narzędzia? Wspomniałeś o Senuto, czy są jakieś inne, które byś polecił, żeby sobie we własnym zakresie używać do testowania, czy do weryfikacji swojej witryny?

To znaczy tak, powiem szczerze, że oczywiście jakby zestaw narzędzi jest bardzo obszerny. Dużo rzeczy się dzieje na rynku, pojawiają się… jesteśmy taką branżą, która jeszcze się rozwija w tym temacie, co ciekawe, bo dużo branż już jest zapełnionych, tak onarzędziowanych, że trudno coś tam więcej będzie wymyślić.

Ale u nas pojawiają się cały czas nowe narzędzia. Tylko że zazwyczaj one są po pierwsze drogie dosyć, a po drugie skierowane już raczej do osób, które się będą tym profesjonalnie zajmować.

Jeżeli mógłbym coś polecić, co mogłoby się przydać takiej bardziej początkującej osobie, no to, jeżeli ktoś by miał chęć rozwijania się troszeczkę bardziej, no to na pewno Screaming Frog jest fajnym narzędziem, crawlerem, gdzie można się po prostu dużo rzeczy dowiedzieć o swoim serwisie, o tym jak potencjalnie go widzą roboty i jak po nim się taki standardowy robot będzie przemieszczał. Dosyć często tam można wypatrzeć nawet jakieś adresy URL, których się w ogóle nie spodziewaliśmy, że mamy je w swoim serwisie i to jest częsta sytuacja.

Dodatkowo ja uwielbiam Ahrefsa. Generalnie dlatego też ich bloga czytam. To jest tak fajne i tak pożyteczne narzędzie i tak dużo informacji zawierające, że jeżeli komuś bardzo zależy na rozwijaniu w wyszukiwarce, no to to jest fajna inwestycja, tylko tutaj już mówię, to nie jest dosyć tanie narzędzie. Ale możemy uzyskać świetne informacje odnośnie naszej konkurencji, odnośnie ich widoczności, linków przychodzących i tak dalej i tak dalej. Więc jeżeli ktoś myśli profesjonalnie o tym, żeby to SEO realizować, albo częściowo na przykład we własnym zakresie, poprzez jakiegoś pracownika czy osobę w swoim zespole, no to to warto na pewno w Ahrefsa jeszcze zainwestować.

Super, wszystkie te linki na pewno podłączę do tego odcinka, bo uważam, że będzie to dość wartościowa baza wiedzy. No i Kuba ostatnie pytanie, zanim zakończymy, w ramach takiego podsumowania. Czy jest jakaś jedna myśl przewodnia, z którą chciałbyś słuchaczy zostawić po odsłuchaniu tego odcinka?

Myślę, że fajną myślą jest, żebyście pamiętali o tym, żeby we współpracy tak naprawdę z kimkolwiek, zwracać uwagę na dobre szczegóły. Czyli nie brać zawsze wszystkiego po takich, nie wiem, jednoznacznych wskaźnikach czy liczbach, tylko też zwracać uwagę na takie fajne elementy danej współpracy z kimś tam.

Dlaczego o tym mówię?

Bo dosyć często zdarza się sytuacja, że na przykład u nas jest jakaś współpraca z kimś i ona się fajnie układa, ale finalnie decydują jakieś liczby, które mają najbardziej kluczowe znaczenie. I jeżeli w ten sposób tylko i wyłącznie podejmujemy decyzje, opierając się tylko i wyłącznie na jakichś tabelkach, danych liczbowych i tak dalej, no to często możemy popełnić błąd. I w jedną i w drugą stronę, czyli jeżeli ktoś robi super liczby, to niekoniecznie w stu procentach jest za nie odpowiedzialny. No i w drugą stronę, powiedzmy, liczby robi średnie, a na przykład wkłada dużo pracy i ta współpraca się fajnie układa, no to myślę, że warto po prostu na to zwrócić uwagę.

Super, dziękuję w takim razie w imieniu słuchaczy, mam nadzieję, że ta myśl dotrze. I cóż, Kuba, tobie też przede wszystkim chciałbym podziękować za tę ponad godzinę mocnej merytoryki. Mam nadzieję, że to wszystko gdzieś tam trafi do słuchaczy i od dzisiaj każdy będzie wiedział troszeczkę więcej o tym, jak podejść do SEO, jak rozliczać agencję, co można zrobić we własnym zakresie, czego unikać, a na co zwracać szczególną uwagę. Dzięki, trzymaj się!

Dzięki.